log in

Wpisy

Przedmeczowo: Korona Kielce – Sandecja Nowy Sącz

Powrót Ryby i od razu gol. Powrót Ryby i Korona zdobywa bezcenne trzy punkty na własnym terenie. W samą porę, bo czołówka już zdążyła odskoczyć. Jednak pokonanie Termaliki jest sygnałem, że Żółto-Czerwoni zamierzają wrócić do gry. Aby tak się stało, należy dalej gromadzić punkty. Okazja i to wyśmienita, nadarza się już w sobotę w meczu z beniaminkiem Ekstraklasy, drużyną, z którą kieleccy kibice utrzymują bratnie stosunki,  Sandecją Nowy Sącz. Mecz Przyjaźni zostanie rozegrany na Kolporter Arenie o 15:30.

Będzie to pierwsze spotkanie obu drużyn na szczeblu Ekstraklasy, ponieważ awans do najwyższej klasy rozgrywek wywalczony w minionych rozgrywkach był pierwszym takim wydarzeniem w historii Sandecji. Oba zespoły, choć ich relacje są na dobrej stopie, wiedzą, że w najbliższym spotkaniu nie będzie miejsca na sentymenty. Zarówno Korona Kielce, jak i Sandecja będą chciały ten mecz wygrać, by zapewnić sobie komplet punktów i lepszą pozycję w tabeli. Nie będzie taryfy ulgowej ani gry na remis. Czeka nas walka, krew, pot i łzy. Historia spotkań Korony z Sandecją właśnie się zaczyna i wszyscy życzymy sobie, żeby był to taki mecz, po którym nie będziemy mogli doczekać się kolejnego starcia pomiędzy tymi ekipami.

Sandecja jak na debiutanta w najwyższej lidze, spisuje się bardzo dobrze. Podopieczni Radosława Mroczkowskiego dzięki trzem wygranym, a także dwóm remisom (i dwóm porażkom) mają na koncie jedenaście punktów i dodatni bilans bramkowy wynoszący osiem strzelonych i siedem straconych. Efektem dobrej gry zespołu z Nowego Sącza jest wysoka, siódma lokata w tabeli Lotto Ekstraklasy i rosnąca liczba fachowców doceniających pracę beniaminka. Dzięki rozsądnym transferom i polityce finansowej Sandecja może ze spokojem walczyć na frontach ligowych, koncentrując się tylko i wyłącznie na aspektach boiskowych. W poprzedniej kolejce grając na własnym terenie Sandecja pokonała dwa do jednego nieobliczalną Pogoń Szczecin. W sobotę na Kolporter Arenie z pewnością spróbują spłatać Żółto-Czerwonym psikusa i ugrać chociaż jeden punkt. Jest to dla nich konieczne, bo po piętach depcze im mający dwa punkty mniej Śląsk Wrocław, a do wyższych miejsc tracą niewiele. Jeśli wygrają w Kielcach, mogą awansować nawet na drugie miejsce w tabeli.

Gino Lettieri stara się Koronę prowadzić na wzór klubów występujących w Bundeslidze lub też na jej zapleczu. Inicjatywa jest słuszna, ale czy w polskich realiach wykonalna? Póki co nie otrzymaliśmy jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Korona ma problem z ustabilizowaniem formy i regularnym punktowaniem. Dobre mecze przeplata kiepskimi, a sytuacja kadrowa też nie do końca się wykrystalizowała. Jednak dzięki wygranej nad Termalicą Korona zdołała uciec od strefy spadkowej i zakotwiczyć na dziewiątym miejscu. Bilans spotkań kielczan to dwa zwycięstwa, dwa remisy i trzy porażki, bilans bramkowy: dziewięć do dziesięciu na minus. Jak łatwo policzyć, Korona ma na koncie osiem punktów, tyle samo co dziesiąty Piast i punkt więcej niż drużyny z miejsc jedenaście trzynaście.
Od strefy spadkowej dzielą Kielczan zaledwie trzy oczka, więc jej widmo wciąż jest realne w razie wysokiej porażki. Niemniej realny jest też awans na pozycję siódmą, w miejsce Sandecji, wystarczy tylko wygrać w sobotnim meczu.

Kolejny (ile to już razy to podkreślaliśmy) mecz wyrównanych drużyn. Korona i Sandecja prezentują bardzo zbliżony poziom. Obie drużyny bazują na waleczności i pracowitości swoich piłkarzy, obie wolą przyjmować przeciwnika i kontrować, niż prowadzić grę. Mimo lepszego startu w sezonie 2017/18 w wykonaniu Sandecji, faworytem spotkania jest zespół gospodarzy. Korona gra naprawdę dobrze, ofensywnie, groźnie egzekwując stałe fragmenty gry i organizując grę w defensywie, która mimo to potrafi też strzelić babola (stracony gol w meczu z Termalicą). Sandecja boryka się z podobnymi problemami w defensywie, choć strzela póki co mniej samobójczych goli. O wyniku meczu zadecyduje więc lepsze rozpracowanie przeciwnika i dyspozycja dnia. Jednak najpewniej obie drużyny wzajemnie się zneutralizują, dlatego w tym meczu przyjaźni zanosi się na bramkowy remis podyktowany nie sympatią, ale wyrównanym poziomem drużyn.

Sandecja gra w tym sezonie bardzo fajną piłkę w dużej mierze dzięki swojemu atakowi. Aleksandar Kolev jest jedną z gwiazd nie tylko ekipy beniaminka, ale i ligi. Piłkarz ze świetnie ułożoną stopą i zmysłem do strzelania goli. Szybki, skoczny, dosyć silny. Potrafi zagrozić każdemu rywalowi, o czym przekonała się chociażby Pogoń Szczecin. Jego największą bronią jest nieprzewidywalność. Nigdy nie wiadomo, czego można się po nim spodziewać. Podania, dryblingu czy strzału. Jedynym jego minusem jest to, że z równą łatwością jak błyszcząc, potrafi przejść obok meczu i być zupełnie niewidocznym. Co nie znaczy, ze można wtedy odpuścić sobie jego krycie, bo można się okrutnie zawieść.

Jest Ryba, jest zwycięstwo. Niczym talizman Jacek Kiełb przyniósł Koronie szczęście w meczu z Termalicą. Może tego właśnie potrzeba Żółto-Czerwonym? Dlatego licząc na szczęśliwą gwiazdę i umiejętności Jacka, to jego typujemy na kluczowego gracza Korony w najbliższym meczu. Ryba ma wszystkie walory potrzebne do pociągnięcia reszty drużyny do wygranej. Jest szybki, dobry technicznie, wiecznie głodny gry. Potrafi dryblować, mijając rywali niczym tyczki slalomowe, potrafi posłać torpedę z dystansu i celnie dogrywać do partnerów. Nigdy nie odpuszcza, dla Korony gotów jest na wszystko. Oby tylko dopisało mu zdrowie, a na pewno pomoże Koronie pokonać u siebie Sandecję i wspiąć się na wyższe miejsce w tabeli.

Zanosi się na całkiem przyjemne i sympatyczne sobotnie popołudnie na trybunach Kolporter Areny. Sztama pomiędzy kibicami Sandecji i Korony gwarantuje miłą atmosferę i kulturalny doping. Ale nie tylko dlatego warto wybrać się na stadion. Zapowiada się kolejny trudny, wyrównany mecz, w którym Żółto-Czerwoni potrzebują naszego wsparcia. Dlatego serdecznie zapraszamy wszystkich, by wygospodarowali czas na wsparcie  naszej drużyny. A dla tych, którzy na stadionie być nie mogą, transmisję spotkania pokarze telewizja Canal + i niezawodnie jak zawsze Radio Kielce.

Przedmeczowo: Korona Kielce – Termalica Bruk-Bet Nieciecza

Czterdzieści pięć minut naprawdę dobrej gry w meczu w Gliwicach nie wystarczyło Koronie nawet do przywiezienia do Kielc punktu. Po przerwie gospodarze zadali dwa ciosy i druga porażka z rzędu stała się faktem. A szkoda, bo Złocisto-Krwiści byli drużyną lepszą, grającą fajniejszy dla oka futbol od bezbarwnych i nieskładnych piłkarzy z Gliwic. Ale za walory artystyczne nikt punktów nie przyznaje. Liczą się bramki, a te zdobywali, mimo mniejszej ilości oddanych strzałów, zawodnicy gospodarzy, karcąc Koronę za niewykorzystane okazje. Te dwie porażki postawiły w nieprzyjemnej sytuacji zespół Gino Lettieriego i sprawiły, że zwycięstwo w najbliższym meczu stało się absolutną koniecznością. Ale nie będzie o nie łatwo. Bo do stolicy województwa świętokrzyskiego przyjeżdżają popularne Słoniki z Niecieczy. Początek pojedynku obwieści swoim gwizdkiem pan Piotr Lasyk już w sobotę, dokładnie o 15:30.

Korona z Termalicą mierzyły się do tej pory zaledwie sześć razy. Wszystkie te pojedynki miały miejsce na poziomie Ekstraklasy i były bardzo wyrównane, przez co nieszczególnie obfitowały w bramki. Z tych sześciu spotkań Korona wygrała trzy, dwa razy tryumfowała ekipa z Niecieczy, a jeden raz byliśmy świadkami podziału punktów (sezon 2015/16, mecz na terenie Termalicy, wynik 0:0). Ostatnie starcie obu zespołów wygrała natomiast Korona, również na obcym terenie, ogrywając rywala 2:0. Na dzień dzisiejszy w sześciu spotkaniach Dumy Kielc ze Słonikami padło dziewięć goli, sześć dla Korony, trzy zdobyła Termalica.

Drużyny Gino Lettieriego i Mariusza Rumaka sąsiadują ze sobą w dolnej części tabeli. Korona Kielce zajmuje miejsce trzynaste, z dorobkiem pięciu oczek i ujemnym bilansem bramkowym siedmiu strzelonych, dziewięciu straconych goli. Zwycięstwo, dwa remisy i trzy porażki, z czego dwie w szóstej i piątej kolejce Ekstraklasy zachwiały dobrymi nastrojami z początków rozgrywek, gdy kielczanie nie przegrali trzy razy z rzędu. Dobra seria skończyła się jednak, zanim na dobre się zaczęła i Korona uwikłała się w trudną walkę o utrzymanie już na starcie sezonu. A sytuacja jest naprawdę napięta, bo po pięć punktów mają wszystkie drużyny z miejsc od szesnastego, do dwunastego (w tym gronie również Termalica). Dlatego kolejna porażka niemal na pewno zepchnie Koronę w objęcia strefy spadkowej. Niemniej są też dobre widoki. Jedenasty Śląsk Wrocław ma tylko punkt przewagi nad Koroną i można go dogonić nawet remisując, natomiast dziesiąta Wisła Płock, dziewiąta Arka i ósma Pogoń mają tylko dwa punkty przewagi nad ekipą ze świętokrzyskiego, więc można je przegonić inkasując w sobotę trzy punkty, doganiając zarazem siódmą w tabeli Sandecję Nowy Sącz. Jest o co powalczyć, bo możemy awansować nawet o sześć miejsc.

Sytuacja Termalici jest niemal identyczna jak Korony. Mają tyle samo punktów, z tą różnicą, że Słoniki zajmują miejsce czternaste. Wygrali jeden raz, dwa razy remisowali, trzy razy przegrywali, strzelając cztery gole, tracąc siedem. W ostatniej kolejce ulegli u siebie jeden do trzech ekipie Lecha Poznań, ale w piątej kolejce wydarli punkt na trudnym terenie we Wrocławiu. Aby poważnie myśleć o awansie, Termalica musi wygrać w Kielcach lub w najgorszym razie zdobyć punkt i liczyć na potknięcia sąsiadów w tabeli. Słoniki zdają się wiedzieć, że wszystko jeszcze może się zdarzyć, trzeba tylko zacząć zdobywać punkty.

Przed nami mecz dwóch drużyn o podobnym potencjale, o podobnej kadrze i sytuacji finansowej. Właściwie ciężko doszukać się między nimi jakichś istotnych różnic. Korona ma atut własnego boiska i fanatycznych kibiców, gra naprawdę widowiskowo jak na realia Ekstraklasy i jeśli poprawi skuteczność, powinna wygrać ten mecz. Ale do tego trzeba zacząć wykorzystywać swoje mocne strony, to znaczy nieszablonowe egzekwowanie stałych fragmentów i kreowane przez błyskotliwych pomocników akcje bramkowe. Problemem Korony wydaje się też być koncentracja. Żółto-Czerwoni lubią stracić bramkę po zagapieniu obrońcy lub braku asekuracji, ale przede wszystkim po indywidualnych błędach, jak w meczu z Jagiellonią i ostatnio z Piastem. Jeśli trener zdoła poprawić te elementy i utrzymać styl gry drużyny, trzy punkty nie ruszą się z Kielc.

Termalica podobnie jak Korona ma problem z dobrą grą w obronie. Słoniki tracą bardzo głupie bramki, a do tego nie potrafią wykorzystywać swoich szans. Ich głównym problemem jest brak szybkich obrońców, którzy często przegrywają pojedynki biegowe i statyczny styl gry, bazujący tylko i wyłącznie na korzystaniu z pomyłek i prezentów od rywali. W Kielcach będzie im bardzo trudno bronić się przed atakami gospodarzy i ich jedyną nadzieją pozostaje jakiś stały fragment lub błąd piłkarzy Korony.

Pewne jest jedno: czeka nas walka w środku pola, walka o każde źdźbło trawy i centymetr boiska. Bo obie ekipy, to zespoły z charakterem, których piłkarze nie odpuszczają i prędzej uciekną się do faulu, niż pozwolą rywalowi pobiec na bramkę. Obie drużyny lubią też chaos na boisku, dlatego należy się spodziewać wielu kartek, niedokładności i pojedynków siłowych. Z tego galimatiasu zwycięsko powinna jednak wyjść drużyna gospodarzy. Nasz typ: dwa do zera dla Korony.

W takich meczach jak ten najistotniejsze jest zdominowanie środka pola, dlatego nikogo nie zdziwi zapewne wybór kluczowego gracza Korony Kielce na najbliższy mecz. Będzie nim środkowy pomocnik, centralna postać, serce Żółto-Czerwonych – Mateusz Możdżeń. Mateusz obniżył nieco loty w dwóch ostatnich meczach, ale nadal trudno wyobrazić sobie bez niego środkową linię Korony. To gracz pracowity, dobry w odbiorze, inteligentnie rozprowadzający piłkę. Przez niego przechodzi większość ataków Korony, od niego zależy rytm drużyny. A do tego te jego zabójcze strzały z dystansu, które muszą w końcu zacząć wpadać… Oby już w meczu z Termalicą.

Odpowiedzią Termaliki na Możdżenia będzie były Koroniarz, ulubieniec kieleckiej publiczności, defensywny pomocnik, Vlastimir Jovanovic. Jovka rozegrał dla Korony bardzo wiele ciężkich spotkań, jest bardzo doświadczonym graczem i zna mentalność naszej drużyny. Jego zadaniem będzie przerywanie ataków Korony i szybkie inicjowanie ataków Słoników. Vlastimir to prawdziwy gladiator środka pola. Będzie walczył do ostatka, by zdominować linię pomocy gospodarzy, a jeśli przydarzy się okazja, zapewne bezlitośnie huknie z dystansu, a pamiętamy, że potrafi dziurawić siatki.

W sobotę na Kolporter Arenie rozegra się wspaniałe widowisko dla sympatyków Ekstraklasy. Mecz dwóch równorzędnych rywali, mecz walki, mecz, w którym na pewno będzie się działo i nikt nie będzie miał prawa narzekać na nudę, jeśli zdecyduje się wybrać na stadion. Dziewięćdziesiąt minut dobrego, męskiego futbolu, okraszonego może kilkoma bramkami, to wszystko, czego prawdziwy kibic Korony potrzebuje na sobotnie popołudnie. A transmisję meczu jak zwykle można będzie śledzić na antenie Radia Kielce i w telewizji Canal + Sport.  Zachęcamy do wspierania Korony w tym trudnym momencie. Nasze zaciśnięte kciuki i zdarte gardła sprawią, że Żółto-Czerwoni wrócą na zwycięską ścieżkę.

Przedmeczowo: Korona Kielce – Termalica Bruk-Bet Nieciecza

Czterdzieści pięć minut naprawdę dobrej gry w meczu w Gliwicach nie wystarczyło Koronie nawet do przywiezienia do Kielc punktu. Po przerwie gospodarze zadali dwa ciosy i druga porażka z rzędu stała się faktem. A szkoda, bo Złocisto-Krwiści byli drużyną lepszą, grającą fajniejszy dla oka futbol od bezbarwnych i nieskładnych piłkarzy z Gliwic. Ale za walory artystyczne nikt punktów nie przyznaje. Liczą się bramki, a te zdobywali, mimo mniejszej ilości oddanych strzałów, zawodnicy gospodarzy, karcąc Koronę za niewykorzystane okazje. Te dwie porażki postawiły w nieprzyjemnej sytuacji zespół Gino Lettieriego i sprawiły, że zwycięstwo w najbliższym meczu stało się absolutną koniecznością. Ale nie będzie o nie łatwo. Bo do stolicy województwa świętokrzyskiego przyjeżdżają popularne Słoniki z Niecieczy. Początek pojedynku obwieści swoim gwizdkiem pan Piotr Lasyk już w sobotę, dokładnie o 15:30.

Korona z Termalicą mierzyły się do tej pory zaledwie sześć razy. Wszystkie te pojedynki miały miejsce na poziomie Ekstraklasy i były bardzo wyrównane, przez co nieszczególnie obfitowały w bramki. Z tych sześciu spotkań Korona wygrała trzy, dwa razy tryumfowała ekipa z Niecieczy, a jeden raz byliśmy świadkami podziału punktów (sezon 2015/16, mecz na terenie Termalicy, wynik 0:0). Ostatnie starcie obu zespołów wygrała natomiast Korona, również na obcym terenie, ogrywając rywala 2:0. Na dzień dzisiejszy w sześciu spotkaniach Dumy Kielc ze Słonikami padło dziewięć goli, sześć dla Korony, trzy zdobyła Termalica.

Drużyny Gino Lettieriego i Mariusza Rumaka sąsiadują ze sobą w dolnej części tabeli. Korona Kielce zajmuje miejsce trzynaste, z dorobkiem pięciu oczek i ujemnym bilansem bramkowym siedmiu strzelonych, dziewięciu straconych goli. Zwycięstwo, dwa remisy i trzy porażki, z czego dwie w szóstej i piątej kolejce Ekstraklasy zachwiały dobrymi nastrojami z początków rozgrywek, gdy kielczanie nie przegrali trzy razy z rzędu. Dobra seria skończyła się jednak, zanim na dobre się zaczęła i Korona uwikłała się w trudną walkę o utrzymanie już na starcie sezonu. A sytuacja jest naprawdę napięta, bo po pięć punktów mają wszystkie drużyny z miejsc od szesnastego, do dwunastego (w tym gronie również Termalica). Dlatego kolejna porażka niemal na pewno zepchnie Koronę w objęcia strefy spadkowej. Niemniej są też dobre widoki. Jedenasty Śląsk Wrocław ma tylko punkt przewagi nad Koroną i można go dogonić nawet remisując, natomiast dziesiąta Wisła Płock, dziewiąta Arka i ósma Pogoń mają tylko dwa punkty przewagi nad ekipą ze świętokrzyskiego, więc można je przegonić inkasując w sobotę trzy punkty, doganiając zarazem siódmą w tabeli Sandecję Nowy Sącz. Jest o co powalczyć, bo możemy awansować nawet o sześć miejsc.

Sytuacja Termalici jest niemal identyczna jak Korony. Mają tyle samo punktów, z tą różnicą, że Słoniki zajmują miejsce czternaste. Wygrali jeden raz, dwa razy remisowali, trzy razy przegrywali, strzelając cztery gole, tracąc siedem. W ostatniej kolejce ulegli u siebie jeden do trzech ekipie Lecha Poznań, ale w piątej kolejce wydarli punkt na trudnym terenie we Wrocławiu. Aby poważnie myśleć o awansie, Termalica musi wygrać w Kielcach lub w najgorszym razie zdobyć punkt i liczyć na potknięcia sąsiadów w tabeli. Słoniki zdają się wiedzieć, że wszystko jeszcze może się zdarzyć, trzeba tylko zacząć zdobywać punkty.

Przed nami mecz dwóch drużyn o podobnym potencjale, o podobnej kadrze i sytuacji finansowej. Właściwie ciężko doszukać się między nimi jakichś istotnych różnic. Korona ma atut własnego boiska i fanatycznych kibiców, gra naprawdę widowiskowo jak na realia Ekstraklasy i jeśli poprawi skuteczność, powinna wygrać ten mecz. Ale do tego trzeba zacząć wykorzystywać swoje mocne strony, to znaczy nieszablonowe egzekwowanie stałych fragmentów i kreowane przez błyskotliwych pomocników akcje bramkowe. Problemem Korony wydaje się też być koncentracja. Żółto-Czerwoni lubią stracić bramkę po zagapieniu obrońcy lub braku asekuracji, ale przede wszystkim po indywidualnych błędach, jak w meczu z Jagiellonią i ostatnio z Piastem. Jeśli trener zdoła poprawić te elementy i utrzymać styl gry drużyny, trzy punkty nie ruszą się z Kielc.

Termalica podobnie jak Korona ma problem z dobrą grą w obronie. Słoniki tracą bardzo głupie bramki, a do tego nie potrafią wykorzystywać swoich szans. Ich głównym problemem jest brak szybkich obrońców, którzy często przegrywają pojedynki biegowe i statyczny styl gry, bazujący tylko i wyłącznie na korzystaniu z pomyłek i prezentów od rywali. W Kielcach będzie im bardzo trudno bronić się przed atakami gospodarzy i ich jedyną nadzieją pozostaje jakiś stały fragment lub błąd piłkarzy Korony.

Pewne jest jedno: czeka nas walka w środku pola, walka o każde źdźbło trawy i centymetr boiska. Bo obie ekipy, to zespoły z charakterem, których piłkarze nie odpuszczają i prędzej uciekną się do faulu, niż pozwolą rywalowi pobiec na bramkę. Obie drużyny lubią też chaos na boisku, dlatego należy się spodziewać wielu kartek, niedokładności i pojedynków siłowych. Z tego galimatiasu zwycięsko powinna jednak wyjść drużyna gospodarzy. Nasz typ: dwa do zera dla Korony.

W takich meczach jak ten najistotniejsze jest zdominowanie środka pola, dlatego nikogo nie zdziwi zapewne wybór kluczowego gracza Korony Kielce na najbliższy mecz. Będzie nim środkowy pomocnik, centralna postać, serce Żółto-Czerwonych – Mateusz Możdżeń. Mateusz obniżył nieco loty w dwóch ostatnich meczach, ale nadal trudno wyobrazić sobie bez niego środkową linię Korony. To gracz pracowity, dobry w odbiorze, inteligentnie rozprowadzający piłkę. Przez niego przechodzi większość ataków Korony, od niego zależy rytm drużyny. A do tego te jego zabójcze strzały z dystansu, które muszą w końcu zacząć wpadać… Oby już w meczu z Termalicą.

Odpowiedzią Termaliki na Możdżenia będzie były Koroniarz, ulubieniec kieleckiej publiczności, defensywny pomocnik, Vlastimir Jovanovic. Jovka rozegrał dla Korony bardzo wiele ciężkich spotkań, jest bardzo doświadczonym graczem i zna mentalność naszej drużyny. Jego zadaniem będzie przerywanie ataków Korony i szybkie inicjowanie ataków Słoników. Vlastimir to prawdziwy gladiator środka pola. Będzie walczył do ostatka, by zdominować linię pomocy gospodarzy, a jeśli przydarzy się okazja, zapewne bezlitośnie huknie z dystansu, a pamiętamy, że potrafi dziurawić siatki.

W sobotę na Kolporter Arenie rozegra się wspaniałe widowisko dla sympatyków Ekstraklasy. Mecz dwóch równorzędnych rywali, mecz walki, mecz, w którym na pewno będzie się działo i nikt nie będzie miał prawa narzekać na nudę, jeśli zdecyduje się wybrać na stadion. Dziewięćdziesiąt minut dobrego, męskiego futbolu, okraszonego może kilkoma bramkami, to wszystko, czego prawdziwy kibic Korony potrzebuje na sobotnie popołudnie. A transmisję meczu jak zwykle można będzie śledzić na antenie Radia Kielce i w telewizji Canal + Sport.  Zachęcamy do wspierania Korony w tym trudnym momencie. Nasze zaciśnięte kciuki i zdarte gardła sprawią, że Żółto-Czerwoni wrócą na zwycięską ścieżkę.

Przedmeczowo: Piast Gliwice - Korona Kielce

Pechowy samobój w końcówce spotkania z Jagiellonią Białystok pozbawił Koronę punktów na własnym boisku. Szkoda, bo po niesamowicie ciekawym spotkaniu można było zatrzymać w Kielcach chociaż punkt. Niestety, kibice zgromadzeni na Kolporter Arenie tym razem musieli obejść się smakiem. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, bo już w sobotę kolejne spotkanie. Korona jedzie na gorący teren do Gliwic, by zmierzyć się z nieobliczalną drużyną Piasta. Początek meczu o godzinie 18:00, a poprowadzi go pan Jarosław Przybył.

Piast i Korona Kielce grały ze sobą do tej pory osiemnaście razy. Dziewięć razy wygrywała Korona, pięć razy Piast, a cztery razy byliśmy świadkami remisu. Do tej pory w tych pojedynkach padło trzydzieści osiem goli. Dwadzieścia trzy strzelili Żółto-Czerwoni, piętnaście zespół Piasta. Ostatni mecz pomiędzy obiema drużynami wygrał grający na swoim terenie zespół z Gliwic, minimalnie jeden do zera.

Korona Kielce lepiej rozpoczęła sezon od swojego najbliższego rywala. Podopieczni Gino Lettieriego zajmują w tej chwili dziewiąte miejsce, mając na koncie jedno zwycięstwo, dwa remisy i dwie porażki. Dorobek pięciu punktów powoduje, że Korona może awansować nawet na czwartą pozycję, zajmowaną obecnie przez Lecha Poznań, który zgromadził osiem punktów. Niestety, równie łatwo drużyna z Kielc może stracić swoje miejsce, jeśli nie zdoła zdobyć punktów w wyjazdowym spotkaniu.  Optymizmem napawa gra drużyny, która wygląda naprawdę solidnie, czego owocem jest bilans bramkowy siedem do siedmiu.

Piast w tych rozgrywkach jeszcze nie zdołał wygrać meczu. Dwa remisy i trzy porażki sprawiły, że ekipa z Gliwic zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Przede wszystkim kuleje defensywa zespołu Dariusza Wdowczyka, która straciła już dwanaście goli, podczas gdy napastnicy Piasta strzelili zaledwie pięć bramek. Żeby myśleć o awansie w górę tabeli Piast musi zacząć wygrywać. Gospodarze liczą na trzy punkty już w meczu z Koroną, bo remis lub porażka mogą tylko skomplikować im sytuację.

Faworytem meczu w Gliwicach jest Korona Kielce. Kielczanie grają lepszy, bardziej ambitny, skuteczniejszy w ataku i solidniejszy w obronie futbol. Ekipa gości ma w składzie bardziej kreatywnych piłkarzy, zdolnych przesądzić o losach rywalizacji. Korona potrafi też lepiej wykonywać stałe fragmenty gry i gra ze zdecydowanie większym zaangażowaniem. Jedynym atutem zespołu gospodarzy jest gra na własnym boisku. Naszym zdaniem to nie wystarczy i Korona Kielce zdobędzie trzy punkty, wygrywając jedną lub dwiema bramkami.

Dla zespołu gości kluczowym zawodnikiem w niedzielnym meczu powinien być kapitan drużyny, Bartosz Rymaniak. Obrońca Korony od początku sezonu wyróżnia się na tle pozostałych graczy. dobrze odbiera piłki, często wspiera akcje ofensywne swoich partnerów, a nawet potrafi strzelić bramkę. Od jego dobrej dyspozycji zależy gra całej defensywy kieleckiej. Jako kapitan Bartek panuje nad sytuacją na boisku, korzystając ze swojego autorytetu. Świetnie motywuje swoich partnerów i jest wzorem dla młodszych kolegów. Jego zadanie w niedzielę będzie bardzo trudne: pociągnąć Koronę do zwycięstwa.

Czeski napastnik Michał Papadopulos jest jedną z nadziei Piasta na gole. Może i nie ma pewnego miejsca w składzie, ale dzięki swojemu ograniu w Ekstraklasie jest zawodnikiem, którego nie sposób zlekceważyć. Potrafi strzelać gole z różnych pozycji, nieźle się ustawia i wypruwa sobie żyły dla swojej ekipy. Jest silny, przyzwoicie szybki i silny. Jeśli trener desygnuje go do gry, będzie trzeba na niego bardzo uważać.

Goście będą chcieli pokazać, że porażka z Jagą to tylko wypadek przy pracy. Okazję mają wyborną i naprawdę mogą zdobyć komplet punktów. Potrzeba im tylko naszej wiary i wsparcia. Trzymajmy kciuki za Koronę, a na pewno będziemy świadkami jej wspaniałego zwycięstwa.

Przedmeczowo: Arka Gdynia – Korona Kielce

W trzeciej kolejce nowego sezonu Ekstraklasy kibice zgromadzeni w poniedziałkowy wieczór na Kolporter Arenie byli świadkami niezwykle porywającego, zwłaszcza jak na standardy naszej rodzimej ligi, widowiska. Korona, po ofensywnym, szybkim i emocjonującym spotkaniu (zwłaszcza w pierwszych czterdziestu pięciu minutach) pokonała Cracovię 4:2, prowadząc do przerwy 3:2. Początek spotkania nie wskazywał na zwycięstwo gospodarzy. Szybko strzelona bramka przez ekipę z Krakowa mogła ustawić mecz pod dyktando gości, ale Korona zareagowała w jedyny właściwy sposób, doprowadzając do remisu za sprawą swojego kapitana – Bartka Rymaniaka, a chwilę później wyszła na prowadzenie, by po chwili sprokurować rzut karny i je stracić. Dwa do dwóch. Ale jeśli ktoś myślał, że to już koniec emocji, ten srodze się pomylił. Żółto-Czerwoni jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie. Po przerwie rywali dobił wychowanek Korony – Marcin Cebula i było już po sprawie. Pierwsze trzy punkty stały się faktem, a styl gry przypominał nam to, co drużyna grała pod wodzą trenera Macieja Bartoszka. Dlatego pomimo straty dwóch goli piłkarze (również formacji defensywnej) i trener mogą być naprawdę zadowoleni z występu w ramach trzeciej kolejki Ekstraklasy. Tyle tylko, że na dłuższe świętowanie nie ma czasu. Bo już siódmego sierpnia, w kolejne poniedziałkowe popołudnie, Dumę Kielc czeka trudny wyjazd do Gdyni na mecz z Arką, prowadzoną przez Leszka Ojrzyńskiego. Z Arką, która w poprzednim sezonie zdobyła Puchar Polski. Z Arką, która w obecnych rozgrywkach jeszcze nie przegrała. Początek meczu punktualnie o godzinie 18:00 ogłosi gwizdek pana Tomasza Kwiatkowskiego, który jako sędzia główny poprowadzi te ciekawie zapowiadające się zawody.

Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego, pomimo gry w europejskich pucharach, dobrze rozpoczęli rozgrywki ligowe. Wygrali mecz na inaugurację, później remisowali na wyjeździe i u siebie. od początku oglądamy w ich wykonaniu grę tak charakterystyczną dla zespołów byłego szkoleniowca Korony, czyli ambitną, agresywną, bez odpuszczania i nastawioną przede wszystkim na osiąganie korzystnych rezultatów. Dzięki temu Arka ma po trzech spotkaniach pięć oczek na koncie i zajmuje piątą pozycję, ze stratą dwóch punktów do wicelidera z Lubina, a punktu do trzeciego Górnika Zabrze i czwartej Wisły Kraków. Nad drużynami z miejsc od siódmego do dziesiątego włącznie (w tym gronie jest również Korona) mają punkt przewagi, dwa nad Lechią, Pogonią i Śląskiem, trzy nad Sandecją, cztery nad strefą spadkową. Gospodarze mierzą w trzy punkty na własnym stadionie, co pozwoli im utrzymać kontakt z czołówką i marzyć o wskoczeniu na drugie miejsce w tabeli, bo Jagielloni, która wygrała jak na razie swoje trzy mecze, póki co nie są w stanie dogonić. Porażka może zepchnąć ekipę z Gdyni nad strefę spadkową, remis nie daje drużynie Ojrzyńskiego żadnych niemal korzyści, ponieważ stawka zespołów jest na tą chwilę zdecydowanie zbyt wyrównana. Co ciekawe, Arka w obecnych rozgrywkach nie grzeszy skutecznością. W trzech meczach strzeliła jak na razie trzy gole, tracąc jednego, co oddaje jej styl gry. Bez fajerwerków do celu.

Sytuacja Korony Kielce jest bardzo podobna do Arki, z tą różnicą, że Żółto-Czerwoni przegrali swój pierwszy mecz i dlatego teraz mają na koncie cztery punkty, po remisie w Warszawie i wygranej nad Cracovią. Kielczanie strzelają więcej goli niż gospodarze poniedziałkowego pojedynku, ale też więcej bramek tracą, czego rezultatem jest pięć goli zdobytych, cztery stracone. Niemniej dzięki tym statystykom futbol prezentowany przez podopiecznych Gino Lettieriego bardzo przyjemnie się ogląda, bo grają piłkę ofensywną i szybką, nastawioną na ataki i agresywny pressing. Siódma lokata w tabeli stanowi dla Korony świetną pozycję wyjściową, bo może z niej awansować nawet na drugie miejsce (w razie wysokiej wygranej), ale też trzeba ciągle uważać na sąsiadów, bo wszyscy mają zbliżoną liczbę punktów. Tak naprawdę Złocisto-krwistym jest tak samo blisko do strefy spadkowej, jak i do czołówki. Na plus działa na pewno poprawa nastrojów w Kielcach. Korona ma stabilną sytuację, forma zespołu zwyżkuje, a piłkarze sobie ufają, tworząc coraz lepiej funkcjonującą maszynę.

Arka z Koroną mierzyły się do tej pory dwanaście razy. Co ważne, w tej rywalizacji nigdy nie padł remis. Żółto-Czerwoni mają przewagę w tych pojedynkach, wygrywając do tej pory osiem z nich, Arka zwyciężała czterokrotnie. W tych dwunastu spotkaniach padło aż trzydzieści jeden goli. Osiemnaście z nich zdobyła Korona, trzynaście Arka. W poprzednich rozgrywkach obie ekipy mierzyły się dwa razy: w Kielcach wygrała Korona 1:0, w Gdyni Arka rozbiła rywali aż 4:1.

Wskazywanie zwycięzcy poniedziałkowego meczu to wróżenie z fusów. Obie ekipy prezentują bardzo zbliżony poziom kadrowy i wyglądają podobnie na boisku, tocząc z rywalami prawdziwe wojny. Obie lubią szybkie kontry i nie przepadają za atakiem pozycyjnym. U obu szkoleniowców, których podopiecznych zobaczymy na murawie ważną rolę odgrywają stałe fragmenty gry, choć tak naprawdę niewiele jak na razie padło z nich bramek. Mecz wygra ten, kto wykorzysta błędy indywidualne w środku pola i w defensywie. Z tym lepiej radzi sobie Korona. Zwyczajnie jest bardziej nastawiona na strzelanie goli, a częste ataki pozwalają prowokować błędy rywali. Arka ma z kolei atut własnego boiska i solidniejszą defensywę, co wyrównuje szanse. Pierwszy w historii tych spotkań remis jest bardzo prawdopodobny. Jednak patrząc na formę obu zespołów i szczęście w ostatnich meczach, to stawiamy na Koronę, która powinna po ciężkim boju wywalczyć jednobramkowe zwycięstwo. Nasz typ to 1:2 dla gości.

Arka nie ma w swoim składzie wielkich indywidualności, ale piłkarzem, który może pomóc swojej ekipie zdobyć punkty w poniedziałek jest bez wątpienia doświadczony obrońca – Adam Danch. Były zawodnik Górnika Zabrze potrafi zapewnić swojej drużynie spokój w tyłach. Mądrze się ustawia, rzadko fauluje, potrafi kierować partnerami oraz zagrozić rywalom przy stałych fragmentach gry. Taki gracz, który może być ustawiony zarówno na prawej obronie, jak i na środku, dając trenerowi odpowiednią jakość na obu tych pozycjach. Kieleccy napastnicy nie będą mięli z nim lekko.

W szeregach Korony od początku sezonu wyróżnia się kreatywny Nabil Aankour. Ofensywny pomocnik Żółto-Czerwonych potrafi rozerwać defensywne zasieki przeciwnika, czy to jednym podaniem, czy dryblingiem. Jest ruchliwy, lubi być pod grą i zarówno asystować, jak i strzelać gole. Nabila wyróżniają duże umiejętności techniczne, o jakich większość zawodników Ekstraklasy może tylko sobie pomarzyć. Jest tylko jeden warunek: mimo iż potrafi w pojedynkę przesądzić o wyniku meczu, to jednak najlepiej gra wtedy, gdy kroku dotrzymują mu partnerzy z zespołu.

Przed naszymi ulubieńcami kolejny ważny mecz. Kolejna szansa na trzy punkty i awans do czołówki. Ten sezon dopiero się rozkręca, ale Koroniarze już sprawili, że na kolejny mecz nie czekamy z obawą, jak na ścięcie, ale z nadzieją i wiarą w zwycięstwo. Mimo gry na wyjeździe wspierajmy naszych zawodników, czy to słuchając transmisji meczu w Radiu Kielce, czy też oglądając pojedynek na antenie Eurosport. Bo nie mamy wątpliwości, że warto poświęcić te dwie godziny, by być świadkami kolejnego dobrego występu Korony.

Przedmeczowo: Korona Kielce – Cracovia

Ekstraklasa ruszyła z kopyta. Dlatego też, z lekkim opóźnieniem wynikającym z przyczyn czysto prywatnych (ślub), na stronę Koroniarzy powraca cykl ,,Przedmeczowo”. Wszystkich czytelników za brak artykułów przed meczami z Zagłębiem na Kolporter Arenie i z Legią w Warszawie serdecznie przepraszam i obiecuję poprawę regularności w dalszej części długiego jeszcze sezonu.

Wszyscy fani Korony doskonale wiedzą, jaką metamorfozę przeszedł klub od poprzedniego sezonu. Zmiana właściciela na byłego niemieckiego piłkarza, gotowego zainwestować w drużynę sporą kasę i zapewnić jej byt (niemal zupełnie) bez wkładu władz miasta. Zwolniono uwielbianego przez kibiców i piłkarzy trenera Macieja Bartoszka, by zastąpić go  szerzej nieznanym w Polsce Gino Lettierim (który zasłynął z tego, że jego drużyna spadła z jednej z niższych lig niemieckich w minionych rozgrywkach, a jeszcze bardziej ze sprzeczki ze swoimi nowymi podopiecznymi już na pierwszym treningu w Kielcach), pozbyto się również kilku solidnych zawodników, by oczyścić i ustabilizować skład, następnie ekipę ze świętokrzyskiego zasiliło kilku mało znanych, ale obiecujących grajków.

Jak drużyna wystartowała w nowym sezonie, również wiemy. W pierwszym meczu, mimo dużej ilości sytuacji na strzelenie gola, przegraliśmy na Kolporter Arenie z Zagłębiem Lubin 0:1, by w drugiej kolejce przywieść cenny punkt po heroicznym boju z Legią w Warszawie. Z meczu, w którym błyszczeli głównie bramkarze obu ekip. Efekt? Jeden punkt po dwóch meczach, dwunasta lokata w tabeli, bilans bramkowy to jeden gol zdobyty, dwa stracone. Szanse na awans są w razie wygranej ogromne, bo trzy punkty w najbliższym meczu mogą wywindować Koronę nawet na czwartą lokatę w tabeli, remis na dziesiątą, porażka sprawi, że Złocisto-Krwiści mogą spaść na ostatnie miejsce w tabeli. Słowem, jak to na początku sezonu, wszystko może się jeszcze wydarzyć, zwłaszcza że sparingi Korony pod wodzą Lettineriego wypadły całkiem obiecująco, bo wszyscy zajęli się tym co trzeba, kiedy już opanowano sytuację w zespole. Dzięki temu Korona z optymizmem patrzy w przyszłość. A ta najbliższa zapowiada się ciekawie, bo już w najbliższy poniedziałek na Kolporter Arenę przyjedzie nieobliczalna Cracovia. Początek meczu o godzinie 18:00, transmisje spotkania w telewizji Eurosport i w Radiu Kielce.

Cracovia także przeszła remont w przerwie letniej. Nowym trenerem Pasów został Michał Probierz, który w zeszłym sezonie imponująco wypadł jako boss Jagielloni Białystok. Jego nowi podopieczni zaczęli sezon w dobrym stylu. Najpierw remis u siebie z Piastem, następnie ważne zwycięstwo na wyjeździe w Gdańsku. Dzięki temu z dorobkiem czterech punktów Cracovia zajmuje piąte miejsce z bilansem bramkowym dwóch goli strzelonych i jednego straconego. Pasy mogą po trzeciej kolejce wylądować nawet na fotelu lidera, do którego tracą dwa punkty, mogą wskoczyć na czwartą lokatę w razie remisu, a porażka może je zepchnąć na czternaste miejsce. Goście z Krakowa mają więc o co walczyć w poniedziałkowym spotkaniu i na pewno nie odpuszczą. Kości będą trzeszczeć!

Starcia Korony Kielce i Cracovii od zawsze należą do bardzo zaciętych i wyrównanych. Oba zespoły mierzyły się ze sobą do tej pory dwadzieścia osiem razy. Minimalnie górą w tej rywalizacji jest ekipa gospodarzy. Korona wygrała dziewięć spotkań, jedenaście razy padał remis, a ośmiokrotnie zwyciężała Cracovia. O dziwo, bilans bramkowy jest zdecydowanie na korzyść Pasów. Korona strzeliła do tej pory w tych pojedynkach dwadzieścia dziewięć goli, drużyna z Krakowa trzydzieści sześć. W poprzednim sezonie pierwsze starcie w Krakowie wygrała drużyna gospodarzy, miażdżąc Koronę aż 6:0, ale w Kielcach Żółto-Czerwoni zrewanżowali się rywalom, wygrywając 3:0.

Czego możemy się spodziewać na boisku w poniedziałek? Oczywiście walki. Obie drużyny lubią zamurować środek pola i szukać kontr skrzydłami lub zagrań długimi podaniami. Charakterystyczne dla drużyn prowadzonych przez trenera Probierza jest jeszcze to, że szukają one najprostszej drogi do celu i osiągają go za wszelką cenę. Korona też udowodniła, że potrafi grać o wszystko. Walka o każdy centymetr boiska, wybiegane kilometry i pozytywna złość nadal są atutami drużyny z Kielc. Obie drużyny skupią się na wykorzystywaniu indywidualnych błędów rywali, licząc na własne zgranie i trochę szczęścia. O losie spotkania zdecydują zapewne detale, takie jak stałe fragmenty lub dobra decyzja o strzale czy prostopadłym podaniu. Mecz nie będzie raczej toczony w zawrotnym tempie, trzeba zatem uważać, na zrywy przeciwnika i nieszablonowe zagrania piłkarzy formacji ofensywnych.

Faworytem meczu, głównie dzięki atutowi własnego boiska, jest Korona. Mając za plecami swoich wiernych fanów Duma Kielc powinna poszukać trzech punktów, bo przecież to Kolporter Arena ma być jej twierdzą. Jeśli ustabilizujemy formę na własnym terenie, będziemy mogli myśleć o naprawdę wysokich lokatach na koniec sezonu, a w najbliższym meczu o zwycięstwie. Patrząc obiektywnie, Korona ma jeszcze jeden atut, który niewielu bierze pod uwagę. Tak naprawdę nikt nie wie, jakie plany ma nowy trener drużyny i w jaki sposób zamierza pchnąć swój zespół na właściwe tory, co uniemożliwia przewidzenie, jak zagramy w danym meczu. Wszyscy liczymy na pozytywną niespodziankę.

Nowy trener, nowe władze drużyny, ale jej serce pozostało takie samo: Mateusz Możdżeń. Środkowy pomocnik Korony nadal jest jej najlepszym zawodnikiem i spaja ze sobą formacje ofensywne z defensywnymi. Większość akcji Korony ma na sobie stempel Mateusza. Ciągle jest pod grą, inteligentnie rozprowadza piłkę, zwalnia i przyspiesza tempo akcji, a jego strzały z dystansu są groźne dla każdego bramkarza. Mateusz jest bardzo pracowitym graczem, gotowym do poświęceń dla drużyny, a jego pozycja w środku pola powoduje, że jest ciągle w centrum uwagi. Od jego dobrej formy będzie zależało zdominowanie środka boiska, co będzie bardzo ważne, jeśli marzymy o trzech oczkach w poniedziałkowym meczu.

kielcenastadion

Trzeci mecz sezonu, drugi na Kolporter Arenie. Porażkę i remis Korona już w tych rozgrywkach odnotowała, pora więc odnieść pierwsze zwycięstwo. Szansa nadarza się wyborna. Własne boisko, dobre nastroje po remisie w Warszawie. Żółto-Czerwoni z wielkimi nadziejami wybiegną w poniedziałek na murawę przy Ściegiennego, a my zasiądziemy na trybunach, by z wiarą w zwycięstwo dopingować Koronę i pomóc naszym ulubieńcom zdobyć komplet punktów i rozpocząć marsz w górę tabeli.

Przedmeczowo: Pogoń Szczecin – Korona Kielce

Niestety, w starciu z Legią Warszawa piłkarze Korony potwierdzili przedmeczowe oczekiwania i po zaciętym boju uległa liderowi Lotto Ekstraklasy jeden do zera. Szkoda, bo remis był jak najbardziej w zasięgu ekipy trenera Bartoszka, który pożegnał się już z kibicami na Kolporter Arenie. Jednak mimo porażki piłkarze Korony utrzymali piąte miejsce w tabeli. W tym sezonie pozostał im już tylko jeden, ostatni mecz. Pojedynek w ramach trzydziestej siódmej kolejki Lotto Ekstraklasy, starcie z siódmą w tabeli Pogonią Szczecin. Mecz pomiędzy tymi dwiema drużynami poprowadzi sędzia Wojciech Myć, a początek starcia nastąpi już w niedzielę, punktualnie o godzinie osiemnastej.

W ostatniej kolejce rozgrywek zmierzą się ekipy, które do tej pory walczyły na boisku szesnaście razy. W tych pojedynkach górą jest Pogoń, czyli ekipa gospodarzy, która wygrała siedem spotkań. Sześć razy padał remis, a zaledwie trzy razy zwyciężała Korona Kielce. W tych starciach padło do tej pory całkiem sporo bramek, bo aż pięćdziesiąt dwie. Korona strzeliła dwadzieścia trzy, tracąc dwadzieścia dziewięć, które zdobyła ekipa Portowców. W ostatnim meczu obu drużyn pewnie wygrała Korona Kielce, pokonując na własnym stadionie zespół ze Szczecina cztery do jednego, z kolei ostatni mecz w Szczecinie zakończył się remisem jeden do jednego.

Pogoń Szczecin pod wodzą trenera Kazimierza Moskala zdołała dostać się do najlepszej ósemki. Portowcy może i nie grają wybitnego futbolu, ale są na tyle konsekwentni, że zdołali zgromadzić do tej pory dziesięć zwycięstw, trzynaście razy remisowali i trzynaście razy przegrywali. Dzięki tym rezultatom zebrali dwadzieścia dwa punkty, licząc od chwili podziału stawki. W tym czasie strzelili czterdzieści osiem goli, tracąc pięćdziesiąt cztery. Swojej sytuacji niedzielni gospodarze już nie poprawią, bo zajmując siódme miejsce tracą do szóstej Wisły Kraków cztery oczka. Ale cały czas szansę na prześcignięcie drużyny trenera Moskala ma Termalica, która ma tyle samo punktów. Dlatego żeby być pewnymi utrzymania obecnej pozycji Portowcy muszą ostatni mecz wygrać lub liczyć na przegraną ekipy z Niecieczy.

Sytuacja Korony Kielce też nie ulegnie już raczej zmianie. A na pewno nie za bardzo, bo Korona Kielce jest już pewna co najmniej szóstego miejsca, a ma ogromne szanse na utrzymanie wysokiej piątej lokaty. Kielczanie mają na koncie dwadzieścia osiem punktów, a zdobyli je dzięki czternastu wygranym i pięciu remisom. Gdyby nie aż siedemnaście porażek (głównie wyjazdowych) Żółto-Czerwoni walczyliby w tej chwili o miejsca w ścisłej czołówce. Ale i tak jest bardzo dobrze. Jednak rozczarowująco prezentuje się bilans bramkowy podopiecznych trenera Bartoszka, który wynosi piętnaście na minus, bo Korona strzeliła czterdzieści siedem bramek, tracąc sześćdziesiąt dwie. Przeskoczyć w tabeli Koronę może już tylko Biała Gwiazda, która traci do niej dwa punkty. Korona nie ma już szans wskoczyć na czwartą lokatę, bo do Lechii Gdańsk traci aż trzynaście punktów. Walka toczy się więc o utrzymanie piątego miejsca w tabeli, co może Koronie zagwarantować zwycięstwo albo remis.

Obie drużyny swoje ostatnie mecze przegrały. Korona u siebie z Legią jeden do zera, Pogoń na wyjeździe w Gdańsku aż cztery do zera. Jednak patrząc na formę obu ekip w całej fazie rozgrywek po podziale tabeli, to zdecydowanym faworytem jest Korona Kielce. Żółto-Czerwoni grają szybką, opartą na częstych atakach piłkę, a od momentu poprawy gry w obronie ustabilizowała swoją sytuację i prezentuje się znacznie lepiej od nudnych, nieskutecznych Portowców. Przede wszystkim dobra gra skrzydłami daje Koronie ogromne nadzieje na to, że znowu, tak jak w meczu przeciwko Termalice zdołają zdobyć komplet punktów na wyjeździe. Kielczanie są faworytami i po trudnym meczu powinni zgarnąć zwycięstwo w Szczecinie.

Koronę Kielce w ostatnich meczach prowadzi nie kto inny jak Mateusz Możdżeń. Środkowy pomocnik ekipy trenera Bartoszka jest w tak dobrej formie, że zwrócił na siebie uwagę takich klubów jak Legia Warszawa. Podaje, walczy i strzela. Od niego zaczynają się ataki drużyny z Kielce, a jego strzały z dystansu znowu straszą bramkarzy rywali, jak za czasów jego gry w Lechu Poznań. Miejmy nadzieję, że Mateusz zagości w Kielcach na dłużej, bo daje drugiej linii Korony niesamowitą jakość i jest dobrym duchem zespołu. Z nim w składzie szanse Korony na punkty znacznie wzrastają.

Wielka szkoda, że to już ostatni mecz sezonu. Zdecydowanie zbyt szybko minęło nam te trzydzieści siedem kolejek… ale to oznacza, że już niedługo początek kolejnych rozgrywek. A w przyszłym sezonie Koronę czeka tak wiele zmian, że nie wiadomo czego się spodziewać. Nowy trener, nowe władze, brak zadłużenia. Jedno jest pewne: kibice od pierwszego do ostatniego meczu będą z Koroną, bo to nasz klub i zawsze zasługuje on na nasze wsparcie. Niezależnie czy zakończymy sezon zwycięsko, czy porażką.

Do zobaczenia na Kolporter Arenie w przyszłym sezonie!

  

Przedmeczowo: Korona Kielce - Legia Warszawa

Dwa do zera w starciu z Termalicą było drugim zwycięstwem Korony Kielce w grupie mistrzowskiej. Drugim z rzędu i czwartym meczem bez porażki. Od momentu podziału tabeli Korona spisuje się bardzo dobrze, a ofensywny, choć nadal nie najlepszy technicznie futbol, robi pozytywne wrażenie. Jednak, co najważniejsze, ten futbol pociąga za sobą dobre wyniki, a w obecnej sytuacji Korony jest to bardzo istotne. Dobrze też, że kielecki zespół zdołał nareszcie wygrać na wyjeździe, co nie udało się od niepamiętnych czasów poprzedniego wyjazdu na mecz z Bruk-Betem. Dlatego w Kielcach po tej wygranej było więcej powodów do świętowania. Niestety, czas radości dobiegł już końca, a zaczął się czas przygotowania do ostatniego w tym sezonie meczu na Kolporter Arenie. Meczu, który przyciągnie na stadion rekordową liczbę kibiców. Bo już w niedzielę, o godzinie 18:00 na stadion przy Ściegiennego wybiegną dwie ekipy: Korona Kielce i Legia Warszawa. To starcie podwyższonego ryzyka poprowadzi pan sędzia Jarosław Przybył. Czeka nas pojedynek wagi ciężkiej!

Historia starć obu drużyn przemawia za Legią Warszawa. Na dwadzieścia jeden rozegranych meczy klub z Warszawy wygrał aż czternaście, Korona zaledwie pięć, dwa razy odnotowano remis. Podczas tych spotkań padło aż sześćdziesiąt siedem goli. Czterdzieści pięć z nich zdobyła Legia, dwadzieścia dwie Korona. A jednak mimo wszystko Korona może zatrzymać Legionistów w biegu po mistrzostwo. Atut własnego stadionu i dobra dyspozycja sprawiają, że Żółto-Czerwoni mają szansę zdobyć przynajmniej punkt. Przede wszystkim na korzyść Korony działa gra z kontry. Legia rzuci się do ataku, by szybko zdobyć bramkę, a wtedy łatwo można zaskoczyć jej defensywę. Z kolei goście, poprzez prowadzenie gry i lepszą technikę swoich piłkarzy, zapewne zdominują środek pola i będą metodycznie nacierać na kielecką bramkę. Korona może im przeciwstawić swoją waleczność i zaangażowanie.  Jednak mimo różnic klas zespołów w tym meczu stawiam na bramkowy remis.

Legia, korzystając z potknięć Jagielloni Białystok, wskoczyła na pierwsze miejsce w tabeli, z dorobkiem czterdziestu punktów - dwa więcej od Jagi, Lecha i Lechii, które zebrały dotąd po trzydzieści osiem oczek. Ekipa prowadzona przez Jacka Magierę wygrała w tym sezonie dwudziestokrotnie, dziewięć razy remisowała, odnosząc sześć porażek. Sześćdziesiąt dziewięć bramek zdobytych, trzydzieści jeden straconych dobitnie pokazuje, jak dobrą piłkę grają Legioniści w obecnych rozgrywkach. Są zdecydowanie najlepszą drużyną w lidze. W Kielcach będą chcieli wywalczyć trzy punkty, bo tylko one przybliżą ich niechybnie do mistrzostwa kraju.

Korona Kielce zajmuje piąte miejsce, mając na koncie dwadzieścia osiem punktów, dwa więcej niż Wisła Kraków. I tak naprawdę Korona już wie, że piąte miejsce to najwyższa pozycja, na której może zakończyć sezon. Z kolei w najgorszym razie skończą sezon na miejscu szóstym, bo tylko Wisła może jeszcze Żółto-Czerwonych przeskoczyć. Korona w całym obecnym sezonie wygrała czternaście spotkań, pięć razy remisowała, szesnaście razy przegrywała, strzelając w tym czasie czterdzieści siedem goli, tracąc sześćdziesiąt jeden. Mimo pewności, że nie spadną niżej niż na szóste miejsce w tabeli, podopieczni trenera Bartoszka na pewno spróbują powstrzymać Legię przed zapewnieniem sobie tytułu.

Żadna z drużyn Lotto Ekstraklasy nie dysponuje tak dobrymi piłkarzami jak Legia. Wybór tego jednego, kluczowego gracza jest więc ekstremalnie trudny. Stawiam jednak na Vadisa Odjidja – Ofoe. Belgijski pomocnik wyrasta ponad poziom naszej ligi. Jest szybki, świetny technicznie i bardzo kreatywny, a jego bramki bywają przecudnej urody, o czym przekonały się takie tuzy jak Real Madryt czy Borusja Dortmund. Vadis w pojedynkę wygrywać mecze. Tak samo może być w Kielcach, jeśli obrońcy gospodarzy nie zdołają go upilnować.

Korona ma w swoim składzie również kilku ciekawych graczy. Obecnie drużynę ciągnie do przodu Mateusz Możdżeń, który w starciu z Niecieczą świętował swój dwusetny mecz w Ekstraklasie. Uczcił ten fakt cudownym golem z rzutu wolnego i asystą, jednak jego głównym wkładem w grę drużyny jest niesamowita praca w środku pola. Mateusz walczy, podaje, strzela. Od jego dobrej dyspozycji zależy postawa całej drużyny. przeciwko Legii będzie najważniejszym elementem układanki trenera Bartoszka.

Szykuje nam się świetny mecz. Dwie drużyny o ofensywnym stylu gry, obie w dobrej formie, obie maksymalnie zdeterminowane. Czeka nas walka, piękne bramki, kartki i widowiskowe akcje. Nic dziwnego, że na ten przedostatni mecz sezonu, ostatni pojedynek w Kielcach wybiera się tak wielu fanów. Ci, których na stadionie zabraknie, będą zapewne żałować.

Subskrybuj to źródło RSS

Zawodnicy

Log in or create an account