log in

Wpisy

OPTYKA SCYZORYKA #12: O jeden remis od wielkiego finału na Narodowym

 

W środę na Kolporter Arenie rozegrano mecz w ramach półfinału Pucharu Polski. Korona Kielce zwyciężyła 2:1 z Arką Gdynia i teoretycznie jest bliższa awansu. Niestety tylko teoretycznie…

Wszyscy spodziewali się, że będzie to mecz walki. Zarówno zawodnicy Korony, jak i Arki zapowiadali walkę do samego końca. Dla obu ekip bowiem udział w finale byłby wielkim osiągnięciem. Korona dzięki finałowi mogłaby doskonale podsumować dobry sezon (bo za taki trzeba uznać grę w pierwszej ósemce i pewne już utrzymanie), Arka natomiast mogłaby w ten sposób sezon sobie nieco osłodzić. Każda z drużyn miała zatem w środowy wieczór o co grać.

W pierwszych minutach widać było, że stawka tego spotkania chyba nieco sparaliżowała obie drużyny, choć tu trzeba oddać, że Arka stworzyła sobie kilka dogodnych sytuacji w początkowej fazie meczu. Jednak to koroniarze pierwsi objęli prowadzenie. W 13 minucie Nika Kaczarawa dobił strzał Kosakiewicza i było 1:0. Od tej pory Korona już tylko czekała na dogodną sytuację, a ta nadarzyła się w 70 minucie. Po uderzeniu Jacka Kiełba piłka odbiła się od pleców Kaczarawy i mieliśmy drugiego gola w tym meczu.

Na tym momencie chciałbym się trochę zatrzymać. Jest 70 minuta i mamy 2:0. Wynik doskonały, wymarzony wręcz w kontekście rewanżu.

W mojej ocenie ten mecz był trochę odbiciem jednej z największych wad, jakie posiadają ekipy z Ekstraklasy. Gdy rywal jest już „napoczęty” i trzeba strzelić jeszcze jedną bramkę, to nasi ekstraklasowicze często nie wykorzystują tej szansy. Tak niestety było też tym razem, choć okazji nie brakowało.

Czy można być zadowolonym po tym spotkaniu? Z jednej strony tak, z drugiej - nie.

Pewnie, gdyby ktoś nam zaproponował przed meczem takie rozstrzygnięcie, wzięlibyśmy je w ciemno, jednak patrząc na jego przebieg, możemy czuć się zawiedzeni. Po tym 2:0 było naprawdę blisko. Widać było, iż arkowcy od tej drugiej bramki z każdą kolejną minutą przestawali wierzyć w korzystny rezultat. Nie wykorzystaliśmy tej szansy i za to należy się bura dla piłkarzy Gino Lettieriego. No i jeszcze ten błąd, po którym straciliśmy gola…

Doskonale opisał go na konferencji prasowej nasz trener „Takich goli nie traci się nawet w niemieckiej okręgówce”. To zdanie mówi wszystko na ten temat. Swoją drogą konferencja prasowa po tym meczu z udziałem niemieckiego szkoleniowca była chyba jedną z najkrótszych w historii. Widać było mocne zdenerwowanie u Lettieriego i chęć, by jak najszybciej konferencję skończyć i wrócić do drużyny. Możemy się tylko domyślać, co niemiecki trener powiedział do swoich piłkarzy, lecz stawiam dolary przeciwko orzechom, że nie były to miłe słowa.

Patrząc jednak z drugiej strony, wciąż jest ta jedna bramka przewagi. Daje nam to sporo wbrew pozorom, gdyż w Gdyni wystarczy tylko zremisować. Czy Korona jest w stanie wyciągnąć na stadionie Arki remis i cieszyć się z awansu? Wątpliwości raczej nie mamy, że jak najbardziej!

Poza tym patrząc tak z typowo kibicowskiego punktu widzenia. Dzięki tej bramce rywali - w Gdyni będziemy świadkami wielkich emocji, co przy stanie 2:0 już takie oczywiste by nie było.

A co o tym meczu powiedział trener Ojrzyński? Przede wszystkim widać było, że ta jedna zdobyta bramka na wyjeździe mocno go cieszy i chyba trochę liczy na to, że będzie ona decydująca o awansie do finału. Czy tak będzie? Przekonamy się już za dwa tygodnie. My liczymy na wygraną lub remis… zwycięski remis.

A jakie są Wasze odczucia po tym meczu i jak widzicie nasze szanse na finał? Podzielcie się nimi!  

 

Optyka Scyzoryka #8: Coraz bliżej do PGE Narodowego…

 

Środowy wieczór w Kielcach, pomimo mroźnej pogody, okazał się bardzo udany dla wszystkich, którzy postanowili pojawić się w tym dniu na Kolporter Arenie. Korona Kielce pokonała bowiem Zagłębie Lubin – 2:0 i tym samym pewnie zameldowała się w półfinale Pucharu Polski.

Pomimo odniesionego zwycięstwa trzeba przyznać, że dziwny to był mecz.  Po pierwsze bramkę w tym meczu zdobył Fabian Burdenski. Nie chciałbym wpisywać się w ogólny nurt hejtu na młodego Niemca, jednak trudno zaprzeczyć, iż kontrowersji wokół jego pobytu w kieleckiej drużynie nie brakuje.

Po drugie, wynik wskazuje, że Korona pewnie zdominowała rywala, lecz nie do końca tak to wyglądało. Koroniarze rozpoczęli z przytupem i chyba sami byli nieco zaskoczeni tym, że tak szybko zdobyli gola. Gola, który dawał już względną pewność,  kto z tego starcia wyjdzie zwycięsko. Widać było, iż w tym momencie gospodarze skupili się na obronie wyniku. Oczywiście były próby ataku, jednak zawsze z tyłu głowy jest myśl, aby przede wszystkim nie stracić gola. Rzecz jasna, trudno o taką postawę zawodników trenera Lettierego obwiniać. Zwłaszcza jeśli pod uwagę weźmiemy fakt, iż dla sporej większości z nich nowością jest dojście do tak zaawansowanej rundy krajowego pucharu.  Presja związana ze stawką była widoczna w poczynaniach koroniarzy.

Nie sposób również nie wspomnieć o kuriozalnej sytuacji, gdy Alomerović wybijając piłkę, nabił gracza Zagłębia w taki sposób, że futbolówka ostatecznie trafiła w słupek. Mieliśmy również poprzeczkę po strzale zawodnika miedziowych.  W tym dniu szczęście chyba także chciało, by to Korona przeszła dalej. Zresztą sam trener Gino Lettieri przyznał na konferencji prasowej, że musi jeszcze nieco popracować nad mentalnością niektórych piłkarzy.  Nie krył tego, iż chce zmienić postawę, że "nie zawsze można grać na sto procent" (takie słowa trener usłyszał w szatni od jednego z graczy).

Trzymając się jednak starej zasady, że zwycięzców się nie sądzi, nie będę marudził i pora na kilka słów o losowaniu i naszym przeciwniku w półfinale Pucharu Polski. Biorąc pod uwagę potencjalnych przeciwników, na których mogliśmy trafić - to trzeba stwierdzić, że wylosowanie Arki Gdynia jest pozytywną wiadomością. Oczywiście ciężko wyrokować,  jednak mimo wszystko chyba dobrze, że w półfinale uniknęliśmy rozpędzającej się Legii Warszawa czy też rewelacyjnego w tym sezonie Górnika Zabrze. Dodatkowo potyczka z obrońcą trofeum ma zawsze dodatkowy smaczek i może dać ciekawy obraz prezentowanej przez naszą drużynę wartości.

W kolejnych meczach Pucharu Polski czeka nas więc sporo emocji. Stawką dwumeczu z Arką będzie już gra w wielkim finale na PGE Narodowym przy kapitalnej oprawie i walka o europejskie puchary w Kielcach. Jest zatem o co grać. Jest także na co czekać!

 

Halloween?

Z reguły tego nie czytam. Znawców, ekspertów, kopii futbol menadżerów. Przed każdym meczem jest ich armia, rozmnażają się w momencie, jak Chińczycy. Wiedzą wszystko lepiej. Wiedzą lepiej od trenera. Ba, dla nich zawodnik z kontuzją jest bez kontuzji. Gdzie nie spojrzeć sami profesjonaliści. Tylko przedmeczowi. Po meczu ich brak. Gryzie sumienie? Nie trafili z wyborem? Taktyka się nie sprawdziła? Brakło odwagi, by przyznać się do błędu? A może to zazdrość? A może się nie znam i warto by było się nie odzywać więcej?

Jak to jest? Przed każdym meczem, pod informacyjną grafiką o składzie, pojawia się wysyp najlepiej znających się na piłce. Facebuk ma to do siebie, że anonimowość znika, podpisujesz się pod własnym zdaniem na dany temat. Po meczu co sprytniejsi komentarz usuną, coś w stylu mnie tam nie było. A ci, którzy go zostawią, to czemu po meczu ich nie ma? Boją się własnego zdania? Już nie można skomentować?

Nic mnie bardziej nie irytuje jak ci specjaliści, którzy wiedzą wszystko lepiej, pojawia się skład i zaraz pod nim:

  1. Kto to kurwa jest?
  2. Czemu gra ten a nie tamten?
  3. A tamten zawalił mecz z rzeką, a teraz gra o półfinał.
  4. Ten trener jest ślepy.
  5. Ten zawodnik nie nadaje się do podawania piłek.
  6. Ja gram lepiej od tego tam, a on zarabia 10 razy więcej ode mnie.

I mógłbym tak wymieniać dalej (jak pewien portal, który Korony nie nawidzi), punktować, dlaczego to ja wiem lepiej, a ten Lettieri to może mi buty czyścić. Rozumiem oczernić po meczu, po słabym meczu, ktoś zagrał źle, wyrazić swoje zdanie. Ale przed meczem skreślać zawodnika, tylko z tego powodu, że wcześniej grał źle? A już kompletnym debilizmem jest dla mnie stawianie świeczek przy nazwisku zawodnika. Pojawia się co jakiś czas informacja o zmarłych, ludzie w internetach stawiają świeczki, wypisują jakieś modlitwy, choć sami tego nie czują, tak robią inni, tak zrobię i ja. Plus na drodze do nieba. Bóg to doceni. Super - jesteś wielki. Ale co ta świeczka robi przy nazwisku Górski przed meczem z Zagłębiem? Czy Ty, kurwa, jesteś poważny w tym co piszesz? Można go nie lubić, można cisnąć mu za to, jakim jest napastnikiem, ile bramek zdobywa. Woli walki i zaangażowania mu nie odmówisz. Nie zdobywa goli jak Lewandowski? No bo nim nie jest. Wynik końcowy 0-1. Jedyny gol - Górski. Udało mu się? Dołożył tylko nogę? Był tam gdzie być powinien? Czyżby instynkt napastnika? Docenisz go po meczu? Nie.

Na co stać Koronę w tej edycji Pucharu Polski?

Po kilku latach bolesnych porażek na samym początku rywalizacji Korona w końcu poważnie podeszła do prestiżowych rozgrywek Pucharu Polski. Po wygranej z Zagłębiem Sosnowiec i niezapomnianym triumfie nad krakowską Wisłą Kielczanie znaleźli się w ćwierćfinale, w którym przyjdzie im pojechać na Dolny Śląsk i zmierzyć się z drużyną Zagłębia Lubin. Jakie są szanse Korony na zwycięstwo w tym starciu, a w szerszej perspektywie na sukces w całych rozgrywkach?

Tegoroczna edycja Pucharu Polski nie jest łaskawa dla najsilniejszych drużyn Lotto Ekstraklasy. Co prawda w najlepszej ósemce znaleźli się zarówno aktualny mistrz Polski - Legia Warszawa oraz ubiegłoroczny triumfator – Arka Gdynia, ale szybkie odpadnięcie z rywalizacji Lecha, Lechii czy Śląska należy traktować jako dużą niespodziankę. Na pewno nie jest to jednak powód do zmartwień dla kibiców Korony, którzy wciąż oczekują na pierwsze trofeum w historii swojego klubu, a co za tym idzie możliwość gry w europejskich pucharach. W poprzednich latach ciężko było nie odnieść wrażenia, że w Kielcach mecze Pucharu Polski traktowano jako przykry obowiązek, od którego uciekano porażkami czy to na boisku, czy przy zielonym stoliku (walkower za występ nieuprawnionego zawodnika w meczu z Wdą Świecie w sezonie 2015/2016). Tym razem jednak trener Gino Lettieri od początku zapowiadał, że potraktuje te rozgrywki poważnie i patrząc przez pryzmat meczu z Wisłą w 1/8 finału, można śmiało stwierdzić, że nie były to tylko puste słowa. Awans do ćwierćfinału jest najlepszym wynikiem Korony w Pucharze Polski od 7 lat, jednak sami zawodnicy głośno mówią, że w tym sezonie chcą zgarnąć pełną pulę. Pierwszą przeszkodą będzie Zagłębie Lubin. Rywal na papierze będzie faworytem, nie dość, że Lubinianie zanotowali świetny początek sezonu w Lotto Ekstraklasie, to jeszcze na inaugurację tych rozgrywek wygrali w Kielcach 0:1, co daje im lekką przewagę psychologiczną. Wydaje się jednak, że nie to najbardziej powinno martwić kibiców Korony.

Ćwierćfinał Pucharu Polski jest rozgrywany w systemie mecz - rewanż. O ile kielecka Kolporter Arena jest miejscem, w którym Koroniarze zbierają masę punktów i potrafią wygrać z każdym, o tyle mecze wyjazdowe wciąż są obłożone klątwą. Dość powiedzieć, że w tym sezonie Lotto Ekstraklasy Kielczanie na 5 meczy poza domem nie wygrali żadnego. Oczywiście, we wszystkich tych spotkaniach Korona grała z rywalami jak równy z równym, często w najważniejszych momentach brakowało odrobiny szczęścia. Statystyki są jednak bezwzględne, a w przypadku, gdy zaledwie 2 mecze decydują o tym, kto odpada, a kto przechodzi do dalszego etapu rywalizacji, ten brak szczęścia może kosztować bardzo wiele.

Z drugiej strony, nie można nie zauważyć, że Korona z każdym meczem prezentuje się coraz lepiej. Trener ma do dyspozycji coraz więcej powracających po kontuzji zawodników, co wpływa na konkurencję w kadrze, a co za tym idzie poziom gry. Atmosfera w szatni, co widać po materiałach Korona TV, z każdym zdobytym punktem staje się coraz lepsza, co również pozytywnie wpływa na wyniki drużyny. Trenerzy od przygotowania fizycznego wykonali wspaniałą pracę, więc nawet intensywny październikowy terminarz, wypełniony w większości meczami wyjazdowymi, nie powinien wyraźnie osłabić zawodników. O nastawienie i motywację martwić się nie trzeba - ta w szatni Korony jest zawsze na najwyższym poziomie.

Śmiało można stwierdzić, że w tym sezonie Korona ma największą szansę na zdobycie pierwszego trofeum w historii od pamiętnego, lecz przegranego finału PP z 2007 roku. Jeśli uda się utrzymać twierdzę Kielce oraz w końcu przyjdzie tak długo oczekiwane przełamanie na wyjazdach, to Korona będzie w tym roku bardzo poważnym kandydatem do wzięcia udziału w wielkim finale PP na Stadionie Narodowym, a tam wszystko się może zdarzyć. Z niecierpliwością  czekamy na kolejne spotkania Korony w ramach Pucharu Polski.

Optyka Scyzoryka #6: Jak nie sędziować. Na lekcję zaprasza sędzia Przybył.

Właśnie następuje historyczna chwila w Optyce Scyzoryka. Otóż po raz pierwszy bohaterem odcinka będzie sędzia - Jarosław Przybył. Być może Pan sędzia po prostu marzył o tym, aby znaleźć się w naszym cyklu, zatem gratulujemy. Cel został w pełni osiągnięty.

Arbiter środowego spotkania w ramach 1/8 finału Pucharu Polski pomiędzy Koroną Kielce a Wisłą Kraków wybrał dość ciekawy model sędziowania. Otóż postanowił karać gospodarzy przy każdej okazji i to można by rzec wręcz taśmowo. Warunki, które trzeba było spełnić, aby zarobić „żółtko” były bardzo proste. Otóż wystarczyło powiedzieć choć słowo do Pana sędziego po odgwizdaniu jakiegokolwiek faulu i koniecznie mieć na sobie żółto-czerwoną koszulkę. Oczywiście zawodników w białych trykotach ta ciekawa zabawa ominęła, ponieważ mogli oni dyskutować do woli, zaś kartki i tak nie otrzymywali. W ten sposób kartki zarobili Jacek Kiełb i Bartosz Rymaniak. Pan sędzia chciał chyba pokazać, że jest twardym arbitrem, lecz to wszystko wyszło po prostu komicznie.

Taka postawa Jarosława Przybyła przypomniała pewnie nie jednemu mężczyźnie oglądającemu mecz te życiowe chwile, gdy w trakcie „trudnych dni” naszych dziewczyn lub żon próbujemy się z nimi porozumieć.  O ile jednak takie nastawienie było mieszanką domowych wspomnień i czegoś tak absurdalnego, iż być może niektórych nawet to bawiło, o tyle arbiter poważnie namieszał, gdy postanowił ukarać w 33 minucie drugą żółtą kartką Jakuba Żubrowskiego. Kartką, która jak pokazują wszelakie powtórki była zupełnie niesprawiedliwa. W tej sytuacji Kuba nie tylko nie powinien otrzymać drugiego upomnienia, ale nawet nie powinno zostać odgwizdanie jego przewinienie, gdyż zawodnik Wisły po prostu przyaktorzył.

Ogólnie zatem rzecz biorąc widać było, iż Pan Przybył dobrego dnia w środę nie miał. Na całe szczęście nawet tak specyficzne sędziowanie nie przeszkodziło kielczanom w odniesieniu zwycięstwa. Smakuje ono tym lepiej, że zostało wywalczone w pełni zasłużenie, bo dzięki ogromnej ambicji, waleczności oraz poukładaniu taktycznemu. Brawo chłopaki – zwycięstwa odniesione wbrew wszystkiemu i wszystkim smakują zawsze najlepiej.

Bardzo podobała mi się także postawa trenera Lettierego. Nie tylko widać było, iż doskonale przygotował zespół pod względem taktycznym, ale także mimo tak mizernego sędziowania nie powiedział o tym ani słowa na konferencji prasowej po spotkaniu. Wielu polskich trenerów mogłoby się tego od Włocha uczyć.

Kolejny mecz między tymi drużynami już w sobotni wieczór. Na całe szczęście tym razem już bez sędziego Jarosława Przybyła, któremu życzymy, by po kolejnym meczu, jaki przyjdzie mu sędziować w Kielcach, bohaterami byli wyłącznie zawodnicy.

Subskrybuj to źródło RSS

Zawodnicy

Log in or create an account