log in

Wpisy

Przedmeczowo: Korona Kielce - Piast Gliwice

Krajobraz po klęskach. Najpierw u siebie trzy do zera z Arką Gdynia, które można jeszcze było uznać za wpadkę, a teraz sroga lekcja i porażka aż pięć do jednego w Białymstoku, której jedynym plusem jest piękny gol Jacka Kiełba. I chociaż jeszcze tak niedawno cieszyliśmy się z kapitalnej serii spotkań bez porażki, to po tych dwóch meczach nie można nie zauważyć, że coś zaczęło nagle iść w złym kierunku. Osiem goli straconych w dwóch meczach, zaledwie jeden strzelony i oto drużyna, która jeszcze niedawno imponowała skutecznością i dobrą grą w defensywie poniosła znaczną ujmę na swojej reputacji. Co się stało? Przede wszystkim spadła skuteczność w ataku. Kiedy zespół stwarza ponad piętnaście sytuacji, a oddaje zaledwie trzy celne strzały, trudno jest marzyć o golach. Kiedy rywal oddaje osiem strzałów, z czego aż pięć z nich wpada do bramki, można śmiało powiedzieć, że defensywa nie istnieje. Niewiele wniosły zmiany, niewiele przemowy trenera w szatni. Forma drużyny stopniała błyskawicznie, a czasu na poprawę nie ma wcale. Bo już w piątek, choć graliśmy dopiero we wtorek, czeka nas kolejny trudny mecz z Piastem Gliwice. Z jednej strony kolejne starcie w tak krótkim czasie budzi obawę o kondycję piłkarzy, z drugiej jest to doskonała i ostatnia przed przerwą zimową okazja, by wrócić do gry i zgarnąć trzy punkty na własnym terenie. Niestety, nie będzie to łatwe i trenera Gino Lettieriego czeka trudne zadanie, by obmyślić taktykę oraz skład, które zagwarantują Żółto-Czerwonym zwycięstwo. Ten już trzeci mecz w odstępie tygodnia rozpocznie się jak już wspomniano w piątek, punktualnie o godzinie 18:00, gdy na Kolporter Arenie przy Ściegiennego w Kielcach rozlegnie się pierwszy gwizdek sędziego Mariusza Złotka. Oprócz trybun pojedynek Korony z Piastem będzie można zobaczyć w telewizji Eurosport oraz wysłuchać na antenie internetowego Radia Gol i tradycyjnie Radia Kielce.

Do tej pory na poziomie Ekstraklasy i dawnej Pierwszej Ligi Korona i Piast zmierzyły się w sumie dziewiętnaście razy. Dziewięciokrotnie zwyciężała ekipa z Kielc, sześć razy Piast, cztery razy oglądaliśmy podział punktów. Dla kibiców wybierających się na piątkowe starcie obu zespołów na pewno ważne jest to, że w dotychczasowych pojedynkach Piasta z Koroną zobaczyliśmy dwadzieścia trzy gole strzelone przez Żółto-Czerwonych i siedemnaście przez zespół z Gliwic, co jest dobrym wynikiem, bo daje średnią nieco ponad dwóch bramek na mecz. Ostatnie dwa spotkania obu drużyn, to dwa z rzędu zwycięstwa Piasta, oba w Gliwicach, pierwsze jeden do zera, drugie dwa do zera. Ostatni raz Korona pokonała najbliższego rywala w sezonie 2015/16 zero do jednego na wyjeździe.

Dwie porażki i ogromny spadek w tabeli. Osiem wygranych, sześć remisów i sześć porażek, to wyniki z dotychczasowej fazy sezonu. Jeszcze dwie kolejki temu Korona Kielce zajmowała trzecie miejsce w tabeli i straszyła najlepszych w lidze, by po dwudziestej kolejce Lotto Ekstraklasy, tuż przed przerwą zimową wylądować na siódmym miejscu. Trzydzieści punktów, które mamy na koncie to i tak dobry wynik, ale nie jest to już tak bezpieczna przewaga nad niższą częścią tabeli jak wcześniej. Za plecami Żółto-Czerwonych plasują się Zagłębie Lubin ma zaledwie punkt mniej, a dziewiąta Wisła Płock trzy. Z kolei przed Koronę wysforowały się Wisła Kraków i Arka Gdynia, mające jedno oczko przewagi, a także mający już trzy punkty więcej Lech Poznań. Poza zasięgiem piłkarzy Gino Lettieriego jest chwilowo pierwsza trójka, bo Jaga i Górnik mają sześć oczek więcej, a Legia aż osiem punktów przewagi. Pogorszył się też bilans bramkowy Korony, bo osiem goli straconych sprawiło, że mamy obecnie trzydzieści jeden goli strzelonych i już dwadzieścia siedem straconych, choć tak niedawno byliśmy najlepszą defensywą w lidze. Jedyną nadzieją Korony na szybki powrót do czołówki jest wygrana nad Piastem. Remis, będzie dla nas właściwie równy porażce, bo Zagłębie i zespół z Płocka tylko czekają na kolejne potknięcie sąsiadów w tabeli. To może się skończyć nawet spadkiem na dziewiąte miejsce i spędzeniem przerwy zimowej w dolnej połowie tabeli.

Piast Gliwice z dziewiętnastoma punktami na koncie zawisł tuż nad strefą spadkową i do Kielc jedzie po to, by powstrzymać spadek na przedostatnie miejsce w tabeli. Piłkarze Waldemara Fornalika nie potrafią złapać formy, która pozwoli im zacząć wygrywać. W ostatniej kolejce minimalnie przegrali na własnym terenie z Legią jeden do zera. Cztery zwycięstwa, siedem remisów i aż dziewięć porażek doskonale obrazują słabość drużyny, podobnie jak bilans bramkowy wynoszący dwadzieścia jeden do trzydziestu na minus. Jeśli zespół z Gliwic chce zacząć marsz w górę tabeli musi zacząć wygrywać, zanim szansa na utrzymanie przejdzie im koło nosa, bo póki co tylko dwie drużyny są od niej gorsze. Cracovia ma tyle samo punktów co Piast, a Pogoń ma pięć oczek mniej. W zasięgu zespołu z Gliwic jest mająca punkt więcej Sandecja i dwa oczka przewagi Termalica.

Bukmacherzy nie zostawiają wątpliwości, że jest tylko jeden faworyt piątkowego pojedynku. Mimo dwóch porażek z rzędu jest nim Korona Kielce. Żółto-Czerwoni mają za sobą atut własnego boiska, lepszą defensywę i ofensywę, a poza tym są podrażnieni ostatnimi niepowodzeniami i już tęsknią za kolejnymi punktami. Aby wygrać z Piastem, trzeba zagrać naprawdę dobrze. Zdominować środek pola i zablokować rywalom możliwość wyjścia z kontrą. Obrońcy muszą trzymać linię, by nie sprowokować kolejnych goli po błędnym ustawieniu, a napastnicy muszą znacznie poprawić celność z ostatnich pojedynków. Nie trzeba chyba mówić, że należy poprawić też krycie i wykonywanie stałych fragmentów gry. Trzeba znowu ożywić skrzydła, które zaginęły w ostatnich dwóch kolejkach. Trzeba też wyłączyć te nieliczne atuty ekipy gości, czyli grę z kontry i zagrożenie po długich zagraniach do przodu. Jeśli drużyna przezwycięży zmęczenie i znajdzie złoty środek pomiędzy zaangażowaniem, chęcią strzelania goli i grą obronną, rywale nie będą mięli szans. Przede wszystkim musimy wrócić do tej waleczności, którą zadziwialiśmy wszystkich przez jedenaście pojedynków z rzędu. Trener Lettieri na pewno wie, jak przywrócić drużynie blask
i udowodni, że za wcześnie zaczęto podnosić głosy, że traci kontrolę nad zespołem. Z kolei Piast spróbuje wykorzystać swoją motywację, którą jest próba uniknięcia spędzenia przerwy zimowej na miejscu spadkowym, by wykrzesać z siebie siły do walki o trzy punkty w Kielcach. Biorąc to wszystko pod uwagę czeka nas ciekawy, pełen walki mecz, ale nasz typ jest taki sam, jak przewidywania ekspertów: wygra Korona, dwa do jednego.

Do składu na mecz z Piastem powraca po zawieszeniu za kartki Jakub Żubrowski i to w nim należy upatrywać szansy na poprawę gry zespołu. Silny, mądrze się ustawiający i doskonale mobilny defensywny pomocnik, który często zdaje się być w kilku miejscach na boisku na raz będzie bardzo istotny przy próbie zapanowania nad środkiem boiska. Jego czyste odbiory, inteligentne podania i ogromna pracowitość to promyk światła dla linii pomocy Korony, tak niemiłosiernie ogranej ostatnio przez Jagiellonię. A przecież Kuba potrafi nie tylko walczyć w środku pola, ale też doskonale zaasekurować obrońców i podłączyć się do ataku, by wspomóc kolegów z ataku. No i te jego zabójcze bomby z dystansu… Oby nie zabrakło mu okazji do pokazania pełni swoich umiejętności w piątkowym meczu. To znacznie zwiększy szanse gospodarzy na komplet punktów i powrót do ścisłej czołówki.

Konstantin Vassiljev nie jest już w tak dobrej formie jak za czasów swoich występów w barwach Jagielloni Białystok, ale nadal dysponuje świetną techniką i jest bardzo kreatywnym pomocnikiem. Doświadczenie zebrane przez długie lata gry sprawia, że mądrze się ustawia i podejmuje dobre wybory przy podaniu. Potrafi świetnie wykonać stały fragment gry, strzelić z dystansu, minąć zwodem dwóch czy nawet trzech rywali, a przede wszystkim sam, jednym błyskiem może przesądzić o losach każdego spotkania.

Dwudziesta pierwsza kolejka Lotto Ekstraklasy zapowiada się niezwykle ekscytująco. Czeka nas wiele rozstrzygnięć, zanim piłkarze udadzą się na zasłużony odpoczynek. Dla Korony i Piasta  będzie to spotkanie decydujące o tym, czy jedna z drużyn ulokuje się bezpieczniej w górnej połowie tabeli, a druga, czy utrzyma się nad strefą spadkową, czy też spędzi przerwę jako przedostatnia drużyna w tabeli. Całe Kielce liczą na to, że tym razem to Piast obejdzie się smakiem, a Korona zgarnie pełną pulę. To pozwoli piłkarzom z czystym sumieniem przeczekać przerwę i z nowymi siłami wrócić po niej do walki o najwyższe miejsca w lidze.

Przedmeczowo: Korona Kielce – Arka Gdynia

Niepokonani! Jedenasty mecz z rzędu bez porażki w Ekstraklasie, czternasty biorąc pod uwagę rozgrywki Pucharu Polski. Po kolejnym ciekawym meczu i remisie na boisku Cracovii Żółto-Czerwoni utrzymali trzecią lokatę w tabeli, a trener Gino Lettieri zasłużenie został wybrany trenerem miesiąca listopada. Korona jest zespołem, który poczynił największe postępy w całej lidze. Z kandydata do spadku powstała ekipa walcząca o najwyższe miejsca i prezentująca najrówniejszą dyspozycję. Ponadto należy dodać ( z niekłamaną satysfakcją), że nie ma drużyny w Ekstraklasie prezentującej równie dobry futbol jak Korona. Ofensywny, ale podparty solidną defensywą i wspaniałym zaangażowaniem. To właśnie ta wola walki, którą wpoił piłkarzom włoski trener, to nowa taktyka, która nawiązuje do stylu gry potężnych klubów z europejskiego topu sprawiły, że Korona znalazła się tu, gdzie jest. I nawet ta delikatna wpadka, jaką jest remis z Cracovią, nie psuje doskonałych nastrojów na Ściegiennego. Zwłaszcza, że przed drużyną szansa na zdobycie kompletu punktów, bo najbliższy mecz gramy przed własną publicznością, a do Kielc przyjeżdża Arka Gdynia, zwycięzca zeszłorocznej edycji Pucharu Polski i nasz rywal w tegorocznym półfinale tych rozgrywek. Ten pojedynek rozpocznie się już w sobotę, dokładnie o godzinie 18:00. Jego rozjemcą będzie pan Krzysztof Jakubik, a transmisję spotkania można będzie śledzić na antenie Canal+ Sport i Radia Kielce.

Korona i Arka mierzyły się ze sobą do tej pory trzynaście razy. Przewaga jest zdecydowanie po stronie Żółto-Czerwonych. Osiem wygranych sobotnich gospodarzy, jeden remis i cztery wygrane zespołu z Gdyni. Pozytywnie dla Korony przedstawia się również bilans bramkowy wynoszący osiemnaście do trzynastu. Ostatnie dwa spotkania pomiędzy obiema drużynami to bezbramkowy remis w Kielcach i zwycięstwo cztery do jednego Arki na własnym stadionie. Teraz kolej na wygraną Korony.

Czternaście meczów bez porażki to najlepszy wynik w historii Korony Kielce. Ta seria już na zawsze pozostanie w pamięci kibiców. Korona ma na koncie trzydzieści punktów, wygrała osiem pojedynków, sześć zremisowała, a przegrała cztery. Ten bilans pozwala jej pozostawać na podium z dalszymi szansami na awans. Do drugiej w tabeli Legii tracimy zaledwie dwa punkty, do lidera z Zabrza pięć. Za plecami Żółto-Czerwonych czai się Jagiellonia, również z trzydziestoma punktami, Lech mający punkt mniej, Wisła Kraków tracąca dwa punkty i Zagłębie z trzema oczkami straty. Aby być pewnym utrzymania wysokiej lokaty, Korona musi swój najbliższy mecz wygrać, ale tak naprawdę remis też nie będzie dla niej tragedią. Porażka może utrudnić życie, ale tylko w połączeniu z niekorzystnymi wynikami innych spotkań, z udziałem bezpośrednich sąsiadów w tabeli, a to wszystko dzięki świetnej różnicy bramek. Bilans bramkowy Korony to trzydzieści do dziewiętnastu na plus.

Arka Gdynia zamyka górną ósemkę drużyn Lotto Ekstraklasy. Dwadzieścia pięć punktów w dorobku, sześć wygranych, siedem remisów, pięć porażek i bilans bramkowy dwadzieścia dwa do osiemnastu sprawiają, że zawodnicy z Gdyni balansują na krawędzi w samym sercu stawki. Porażka w Kielcach może sprawić, że wylądują na jedenastej lokacie, a wygrana da im szansę na awans maksymalnie o dwie pozycje. Arka w sobotnim meczu będzie chciała zmazać plamę porażki z ostatniej kolejki, kiedy to na wyjeździe uległa minimalnie Wiśle Płock jeden do zera.

Forma obu drużyn jednoznacznie wskazuje, że faworytem spotkania w sobotę jest Korona Kielce. Atut własnego boiska, wspaniała seria meczów bez porażki, dobra defensywa i zabójcza ofensywa. To powinno wystarczyć do zdobycia kompletu punktów przed własną publicznością. A jeśli dodać do tego jeszcze zdyscyplinowanie taktyczne i dobre przygotowanie kondycyjne, to mamy następne plusy po stronie gospodarzy. Żółto-Czerwoni potrafią zagrać z kontry i atakiem pozycyjnym, potrafią strzelać gole po stałych fragmentach gry i jak za dawnych lat walczyć o każdy centymetr boiska. Atutem Arki Gdynia jest z kolei gra zespołowa. To kolektyw jest siłą ekipy gości. Jeśli zagrają najlepiej jak potrafią, są w stanie zagrozić każdemu, nawet świetnie dysponowanej Koronie. Dlatego najważniejszą formacją meczu będą linie pomocy obu rywali. W środku pola rozegra się decydująca batalia. Statystyki i forma zespołów wskazują na to, że wygra Korona i tak też obstawiamy. Nasz typ to dwa do zera dla gospodarzy.

Dobra gra Korony byłaby niemożliwa bez Jakuba Żubrowskiego. Defensywny pomocnik z Kolporter Areny wyrasta na pierwszoplanową postać nie tylko zespołu ze Ściegiennego, ale i całej ligi. Świetnie odbiera piłkę i rozpoczyna akcje swojej drużyny, dyktuje tempo gry, popełnia niewiele fauli, a do tego potrafi huknąć z dystansu. Kuba doskonale wkomponował się w taktykę trenera Lettieriego. Jest człowiekiem do zadań specjalnych, który łączy ofensywę z defensywą. Pracowitością przypomina najlepszych defensywnych pomocników Europy. Mądrze się ustawia, szybko podejmuje decyzje i dyryguje grą partnerów. Jest jak filtr, który nie przepuszcza pod swoją bramkę żadnych brudów. Od jego dyspozycji zależą kolejne wygrane Korony, które będą następować jedna po drugiej, jeśli Żuber utrzyma dobrą formę.

Arka najlepiej radzi sobie jako kolektyw. Niewielu jest w jej składzie piłkarzy, którzy mogą w pojedynkę przesądzić o losach meczu, ale na pewno wyróżniającą się postacią w zespole z Gdyni jest bez wątpienia Ruben Jurado. Jest to napastnik obdarzony niezłą techniką, szybkością i siłą, dzięki czemu może zagrozić każdej defensywie. Jego jedynym problemem jest to, że musi liczyć na podania swoich partnerów, by pokazać pełnię klasy. A nie otrzymuje ich wcale tak wiele, jak by chciał.

Przed nami kolejne emocje, kolejny bój. Korona, kontynuując walkę o ligowe punkty, staje przed kolejnym wyzwaniem. Gra przed własną publicznością to dobra wiadomość i ogromna szansa na komplet punktów. Chyba nie ma w Kielcach kibica, który nie trzymałby kciuków za Żółto-Czerwonych. Każde kolejne zwycięstwo jest dla nas powodem do dumy i zastrzykiem pozytywnej energii. Odpłaćmy za to naszym pupilom sportowym dopingiem, który poniesie ich do zwycięstwa.

Przedmeczowo: Korona Kielce – Legia Warszawa

Remis na trudnym terenie wstydu nie przynosi, ale po meczu w Lubinie trudno nie odnieść wrażenia, że trzy punkty powinny zawitać do Kielc zamiast jednego. Korona przeważała, stworzyła lepsze sytuacje, broniła skuteczniej od Zagłębia, ale mimo wszystko nie zdołała wcisnąć tego jedynego, zwycięskiego gola i mecz zakończył się wynikiem zero do zera. Szkoda, ale lepszy punkt, niż jego brak. Do tego Koroniarze nadal nie pozwolili się pokonać i kontynuują serię już dziewięciu meczy bez porażki w Ekstraklasie! Niesamowite osiągnięcie, zwłaszcza jeśli będziemy pamiętać o kolejnych dwóch pojedynkach stoczonych w Pucharze Polski. Postawa Korony zasłużenie czyni z niej rewelację rozgrywek i napawa dodatkowym optymizmem. Zespół z Kielc zrobił ogromne postępy, poprawił grę w obronie i z powodzeniem rywalizuje z czołówką tabeli. I dobrze, bo najbliższy mecz czeka nas z zespołem z najwyższej półki. Na Ściegiennego przyjeżdża ekipa Mistrza Polski, warszawska Legia. Ten mecz zapowiada się interesująco nie tylko ze względu na bliskość obu ekip w tabeli, ale również przez napięte stosunki obu drużyn, które nie przepadają za sobą i rywalizują nie tylko na boisku, ale również na trybunach. Dlatego mimo późnej godziny rozgrywania spotkania trybuny Kolporter Areny wypełnią się po brzegi wiernymi fanami Żółto-Czerwonych. Pojedynek wagi ciężkiej Korona Kielce – Legia Warszawa rozpocznie się bowiem już w najbliższą sobotę, punktualnie o godzinie 20:30. Transmisję telewizyjną przeprowadzi Canal+, natomiast radiową Radio Kielce i internetowe RadioGol. Zapraszamy do kibicowania Koronie Kielce!

Każdy szanujący się kibic wie, jak zacięta jest rywalizacja Korony Kielce z Legią Warszawa na przestrzeni dziejów Ekstraklasy i wcześniej Pierwszej Ligi. Dwadzieścia cztery spotkania rozegrali ze sobą sobotni przeciwnicy. Górą w tych pojedynkach jest zespół Wojskowych, ale nie zmienia to faktu, że właściwie każdy pojedynczy mecz miał swoją historię, w którą wpisują się walka, krew, pot i łzy, okraszone pięknymi golami i niezapomnianymi emocjami. Z tych bojów aż piętnaście razy zwycięsko wychodziła drużyna Legii, odnotowaliśmy cztery remisy, a pięciokrotnie wygrywała Korona. Bilans bramkowy również przemawia za Legią, która strzeliła czterdzieści siedem goli, tracąc o połowę mniej, bo dwadzieścia trzy. Ostatnie zwycięstwo Korony nad warszawiakami miało miejsce w sezonie 2015/16, na Łazienkowskiej, gdzie goście z Kielc wygrali dwa do jednego. Od tamtej pory Legia wygrała trzy z pięciu kolejnych meczów z Koroną. Ostatni pojedynek obu ekip zakończył się remisem jeden do jednego na stadionie stołecznej drużyny. Na wygraną u siebie nad Legią Korona czeka już od sezonu 2012/13, bo wtedy pokonaliśmy na Kolporter Arenie Legionistów trzy do dwóch. Nikt nie obrazi się, jeśli w sobotę zobaczymy dokładnie taki sam rezultat.

Korona Kielce pod wodzą Gino Lettieriego gromadzi regularnie punkty i śmiało naciska na faworytów z górnej połowy tabeli. Piąta lokata, dwadzieścia sześć punktów na koncie, bilans bramkowy dwadzieścia pięć do piętnastu i seria dziewięciu spotkań bez porażki w Ekstraklasie, to wyniki, których pozazdrościć Żółto-Czerownym mogą takie ekipy jak szósty Lech Poznań, czy siódme Zagłębie, a więc ekipy znacznie lepiej notowane. Nad zamykającą górną połowę tabeli Arką Gdynia Korona ma chwilowo bezpieczną przewagę czterech punktów, nad Zagłębiem dwa oczka przewagi, nad Lechem jedno. Do drużyn z miejsc cztery i trzy Koroniarze tracą tylko punkt, trzy do wicelidera z Zabrza, pięć do Legi (choć tej grozi jeszcze walkower z Górnikiem za fajerwerki na stadionie). Korona liczy, że w sobotę zgarnie komplet punktów, przedłuży serię spotkań bez porażki i utrze nosa odwiecznemu rywalowi, dając mnóstwo powodów do radości publiczności, która na pewno licznie zasiądzie na trybunach Kolporter Areny, by tak naprawdę bez względu na wynik dopingować swoich ulubieńców.

Jeśli ktoś może przerwać kapitalną serię Korony, to jest to niestety właśnie jej najbliższy rywal. Legia, choć nie prezentuje zbyt efektownego futbolu, pokonuje kolejnych rywali i szybko wspięła się na sam szczyt tabeli. Pięć wygranych z rzędu, to robi wrażenie. Legia ma na koncie trzydzieści jeden punktów, dwa więcej od wicelidera z Zabrza, pięć więcej od trzeciej Wisły i czwartej Jagi. Bilans bramkowy dwadzieścia do czternastu na plus nie rzuca może na kolana, ale Legia nie chce śrubować liczby bramek, tylko punktów i dlatego wygrane po jeden do zera stały się ulubionym wynikiem Legionistów i rzadko oglądamy w ich wykonaniu inne rezultaty. To wskazuje na to, że u trenera Jozaka liczy się przede wszystkim szczelna defensywa, obok Lecha i właśnie Korony najlepsza w Ekstraklasie. W sobotę nasz lider będzie liczył na trzy punkty, chcąc zabezpieczyć się przed wciąż możliwym walkowerem za przerywany burdami kibiców mecz ostatniej kolejki z wiceliderem – Górnikiem Zabrze, jedyną drużyną, która może przeskoczyć ich w tabeli już po rozegraniu szesnastej kolejki spotkań.

Niestety, faworytem spotkania w Kielcach jest drużyna przyjezdnych. Legia jest bardzo zdyscyplinowana w defensywie, a przy tym potrafi wykorzystywać nadarzające się okazje do strzelania zwycięskich goli. Tak naprawdę Legia stała się mistrzem wykorzystywania błędów rywali. Sama często czeka na przeciwnika, głównie broniąc dostępu do własnej bramki, by nagle skontrować, przejąć inicjatywę na tych kilka cennych minut, lub po prostu wykorzystać stały fragment gry. Właściwie nikt nie wie, na co stać drużynę Mistrza Polski. Z takim składem powinna grać zupełnie inaczej, ofensywnie, kontrolując przebieg spotkania i strzelając wiele goli. Wiadomo, że równie dobrze może zagrać właśnie tak nastawiona, jak i znowu cofnąć się i czyhać na błędy Korony. Legia ma świetnych, ogranych w reprezentacjach swoich krajów, doświadczonych zawodników, jak Pazdan, Malarz, Jędrzejczyk czy Jodłowiec, ale ma również nieprzewidywalnych młodzieżowców, czego doskonałym przykładem jest wychowanek klubu – Sebastian Szymański, który stał się wielką nadzieją całego polskiego futbolu. To oni stanowią o sile i charakterze tej drużyny. I trzeba przyznać, że niewiele zespołów może poszczycić się podobnym składem jak zespół z Warszawy. A jednak Korona również ma swoje atuty. Po pierwsze gra na własnym terenie, na oczach tysięcy swoich najwierniejszych fanów, po drugie dobrą formę, dzięki której specjaliści oceniają szanse zespołu Gino Lettieriego na korzystny rezultat znacznie wyżej niż dotąd, po trzecie ta charyzma zespołu. Ta waleczność, jakiej nie ma żaden inny zespół Ekstraklasy. To dążenie do celu, szukanie ofensywnej gry popartej naprawdę solidną defensywą i poświęcenie dla swoich barw. To nastawienie będzie kluczowe przed pojedynkiem z Legią i może przyczynić się do sprawienia kolejnej sensacji. Sumując wszystkie za i przeciw obstawiamy, że w sobotę na Kolporter Arenie zobaczymy bezbramkowy remis.

Dobra postawa Korony Kielce, zwłaszcza jeśli chodzi o grę w defensywie jest związana z dyspozycją naszego bramkarze. Po obiecującym początku Zlatana Alomerovicia na stałe zadomowił się między słupkami Maciej Gostomski i wyraźnie nie zamierza swojej pozycji nikomu oddawać. Świetnie broni na linii, wyłapuje dośrodkowania i kieruje poczynaniami kolegów z obrony. Kilka jego interwencji uratowało już Koronie skórę. W Meczu z Legią jego koncentracja i umiejętności mogą okazać się szczególnie ważne. Jeśli zagra na swoim normalnym, wysokim poziomie napastnicy Legii nie będą mieli czego szukać pod bramką Korony.

Z kolei trudno wyobrazić sobie dobre wyniki Legii bez jej najbardziej rozpoznawalnego zawodnika, środkowego obrońcy, reprezentanta Polski – Michała Pazdana. Michał to człowiek, który Ekstraklasę zna doskonale, gra w niej przecież od początku kariery. Dziś jest jednym z najlepszych polskich obrońców. Świetnie kryje w polu karnym, zabezpiecza swoich partnerów i daje im swobodę w rozgrywaniu piłki. Pomocnicy i napastnicy Legii wiedząc, że mają za plecami takiego zawodnika czują się znacznie bezpieczniej. Pazdan doskonale gra głową, czysto odbiera piłkę wślizgiem, dobrze się ustawia i podłącza się do akcji ofensywnych przy stałych fragmentach gry. Tak klasowy piłkarz po prostu musi być wymieniany jako kluczowy dla losów tak ciężkiego spotkania dla Legii jak to w Kielcach.

Przed nami spotkanie podwyższonego ryzyka. Mecz, w którym wszystkie chwyty będą dozwolone. Mecz, w którym nie zabraknie wszystkiego, co tak kochają kibice naszej Lotto Ekstraklasy. Mimo iż faworytem będzie Legia, to jednak szanse Korony nawet na komplet punktów są naprawdę duże. Z niecierpliwością czekamy na pierwszy gwizdek w sobotnim meczu. W końcu każdy kibic Korony czeka właśnie na takie pojedynki jak ten.

Przedmeczowo: Korona Kielce – Śląsk Wrocław

Ależ forma Korony! Żółto-Czerwoni byli delikatnym faworytem spotkania z Lechią Gdańsk, ale chyba nawet najwięksi optymiści nie spodziewali się takiego pogromu. Pięć do zera na wyjeździe! Fantastyczny wynik, najwyższa wygrana w historii w roli gościa, fantastyczna gra, wybitne zwycięstwo Dumy Kielc. A przecież ta wygrana mogła być jeszcze bardziej okazała, bo w drugiej połowie spotkania jedenastki nie wykorzystał Jakub Żubrowski. Ale to nie zmienia faktu, że za nami najlepszy mecz Koroniarzy w całym dotychczasowym sezonie. Po ostatnim gwizdku arbitra piłkarze Korony mogli z podniesionym czołem świętować najwyższe zwycięstwo w sezonie i awans na wyższe lokaty w tabeli, znacznie poprawiając swój bilans bramkowy, który od dawna nie prezentował się tak okazale i wynosi w tej chwili siedem goli na plus. Imponująco prezentuje się również osiem spotkań z rzędu bez porażki, z czego sześć w Lotto Ekstraklasie. Korona zgłasza aspiracje do walki o europejskie puchary, oddalając od siebie widmo walki o utrzymanie. Teraz przed piłkarzami z Kielc kolejny sprawdzian. Na Kolporter Arenie podopieczni Gino Lettieriego zmierzą się z silną ekipą Śląska Wrocław. Ten pojedynek jest bardzo blisko, bo startujemy już w piątek po Wszystkich Świętych o godzinie 18:00.

Oba zespoły stoczyły ze sobą jak dotąd dwadzieścia pojedynków. Rywalizacja między nimi jest niesamowicie zaciekła. Sześć wygranych Śląska, pięć Korony, dziewięć remisów. Jedynym, co wyraźnie przemawia na korzyść drużyny przyjezdnych jest bilans bramkowy, wynoszący aż trzydzieści dwa do dziewiętnastu na korzyść zespołu z Wrocławia. Korona nie zdołała pokonać Śląska już od czterech ligowych spotkań, dwa ostatnie przegrywając, a remisując dwa poprzednie. Ostatni triumf Żółto-Czerwonych nad Ślązakami miał miejsce w sezonie 2015/16, kiedy to na wyjeździe we Wrocławiu Korona wygrała skromnie jeden do zera.

Mecz Korony ze Śląskiem będzie pojedynkiem bliskich sąsiadów w tabeli. Zespół z Wrocławia zajmuje obecnie ósme miejsce, z dorobkiem dwudziestu punktów. Od Korony oddzielają go dwa oczka i ekipa Wisły Kraków mająca punkt przewagi. Do piątej w tabeli Jagi i czwartego Zagłębia tracą trzy oczka, więc ciągle mogą obu rywali dogonić i włączyć się do walki o europejskie puchary. Ale piłkarze trenera Jana Urbana muszą też uważnie oglądać się za siebie. Tyle samo punktów co oni ma zespół Płocka, zaledwie jeden mniej Arka Gdynia, trzy mniej Sandecja. Ślązacy czują, że mecz z Koroną jest dla nich bardzo istotny w kontekście walki o górną ósemkę i tak naprawdę satysfakcjonować powinno ich tylko i wyłącznie zwycięstwo, choć w obecnej formie Korony remis też nie będzie dla nich złym wynikiem, ale nie pozwoli przeskoczyć Kielczan w tabeli. Śląsk w obecnym sezonie gra w kratkę: pięć wygranych, pięć remisów, cztery porażki i bilans bramkowy dziewiętnaście do dziewiętnastu, pokazują że forma ekipy z Wrocławia pozostawia sporo do życzenia, zwłaszcza po ostatniej wysokiej porażce w Płocku jeden do czterech. Jeśli przegrają również w Kielcach, będą mięli w dorobku pięć zwycięstw, pięć remisów i pięć porażek.

Cudowny sen Korony trwa w najlepsze. Kibice i piłkarze z Kielc powoli zaczynają zapominać, co to jest porażka. Sześć spotkań z rzędu bez przegranej w Lotto Ekstraklasie, osiem, jeśli dodać rozgrywki pucharowe. A to zaowocowało awansem w górę tabeli. W tej chwili podopieczni Gino Lettieriego zajmują szóste miejsce, z dorobkiem dwudziestu dwóch punktów, dodatnim bilansem bramkowym (dwadzieścia dwa gole strzelone, piętnaście straconych!), co jest najlepszym wynikiem od lat. Korona wygrała sześć spotkań, cztery zremisowała, cztery przegrała. Do drugiego miejsca w tabeli Koroniarze tracą zaledwie trzy punkty, dwa do trzeciego Lecha Poznań, punkt do Zagłębia Lubin i Jagielloni Białystok. Tuż za plecami Korony znajduje się Wisła Kraków z punktem straty, dwa oczka traci do Żółto-Czerwonych Śląsk oraz Wisła z Płocka, trzy dziesiąta Arka Gdynia. Wygrana może dać Koronie miejsce na podium, ale porażka nadal może sprawić, że stracą miejsce w górnej ósemce. Tylko remis stanowi pewną niewiadomą, choć powinien wystarczyć, żeby utrzymać swoją pozycję.

Korona Kielce czy Śląsk Wrocław? To bardzo interesujące pytanie. Biorąc pod uwagę formę z ostatnich spotkań, ligową pozycję oraz grę na własnym stadionie Korona wyrasta nam na wyraźnego faworyta piątkowego meczu. Żółto-Czerwoni emanują taką wolą zwycięstw, że nikt w zespole nie odpuszcza ani na sekundę, dobre ustawienie taktyczne dopasowywane pod rywala przez trenera Lettieriego pozwala drużynie na zyskanie przewagi na boisku, a pozytywne nastawienie przed meczem od razu stawia gospodarzy na wygranej pozycji. Atutem Korony jest niespodziewane przejście od ataku pozycyjnego do gry z kontry. Rywale nie potrafią znaleźć recepty na ten element. Poza tym Korona wypowiada swoim oponentom prawdziwe wojny w środku pola. To tam Kielczanie rozstrzygają większość pojedynków i gaszą w zarodku ataki przeciwników. No i te stałe fragmenty gry, po których pada naprawdę sporo goli dla ekipy ze Świętokrzyskiego. Jedyna szansa przeciętnego taktycznie Śląska to wymyślić coś naprawdę niezwykłego, by zaskoczyć Koronę. Bo zarówno defensywę, jak i ofensywę mają znacznie gorszą niż zespół gospodarzy, który powinien wygrać ten mecz dwa do zera.

W ostatnich spotkaniach w barwach Korony błyszczy najjaśniej Goran Cvijanović. Pomocnik z Kielc świetnie wkomponował się w zespół i prowadzi go do kolejnych dobrych wyników. Rozgrywa, zabezpiecza tyły, strzela gole, asystuje ze stałych fragmentów gry. Goran dysponuje dobrą techniką użytkową, jest bardzo pracowity i wytrzymały. Doskonale uzupełnia się z Możdżeniem i z Kubą Żubrowskim. Długo kazał czekać na swoje dobre występy, ale kiedy już zaczął czarować, to okazało się, że potrafi to robić jak nikt w zespole. Od jego postawy będzie zależał wynik meczu w piątek, jak i kolejnych spotkań ligowych.

Marcin Robak strzela wszędzie, gdzie się przeniesie, więc dla Śląska również stał się kluczowym zawodnikiem. Piłkarz, którego wielu odsyła już na emeryturę nadal zadziwia i nadal ma dobrze nastawiony celownik. Dobra technika, wciąż niezła szybkość, umiejętność wykańczania akcji, świetne opanowanie. Wystarczy chwila nieuwagi, cień szansy, a zaraz potem trzeba wyciągać piłkę z siatki. Ma doświadczenie wynikające z gry w wielu klubach Ekstraklasy i za granicą, czym niewielu piłkarzy naszej ligi może się poszczycić. Jak na weterana futbolu przystało potrafi wpływać na partnerów z zespołu i wznosić im się na wyżyny umiejętności, ale przede wszystkim jego zaletą jest to, że w pojedynkę potrafi przesądzić o wyniku meczu. Jedyną nadzieją na jego zatrzymanie jest ścisłe krycie i odcięcie od podań.

Chyba wszystkich kibiców Korony Kielce zżera ciekawość, co nasi ulubieńcy pokażą w najbliższym spotkaniu. Pełni optymizmu po wspaniałym zwycięstwie nad Lechią Gdańsk czekamy na pierwszy gwizdek arbitra. Gospodarze mają ogromną szansę przedłużyć imponującą serię spotkań. Okazja jest wyborna. Mecz u siebie, przy dopingujących trybunach, świetna forma, doskonałe nastroje. Czy można sobie wyobrazić dogodniejszy moment na doskoczenie do czołówki? Dlatego tym bardziej potrzeba dopingu, który poniesie Koronę do zwycięstwa. A dla tych, którzy nie mogą pojawić się w piątkowy wieczór na stadionie, zachęcamy do śledzenia transmisji na kanale Eurosport lub do tradycyjnej relacji radiowej na antenie Radia Kielce. Korono, do boju! Do boju o podium!

Przedmeczowo: Korona Kielce – Wisła Płock

Przed przerwą na reprezentacje Korona Kielce zdołała przywieść punkt z trudnego terenu w Szczecinie i przedłużyła serię spotkań bez porażki do trzech w Ekstraklasie, a jeśli doliczyć do tego wygraną nad Wisłą w Pucharze Polski, do czterech spotkań. Remis sprawił, że po zakończeniu kolejki Żółto-Czerwoni znaleźli się pod kreską i wylądowali na dziewiątym miejscu. Korona mogła odpocząć dłużej niż zwykle, i teraz jest już gotowa do kolejnego starcia. A to już w najbliższy piątek. O godzinie 18:00 na Kolporter Arenie rozpocznie się pojedynek Dumy Kielc z Wisłą Płock. Transmisja tego ciekawie zapowiadającego się starcia na kanale Eurosport i jak zawsze na antenie Radia Kielce. Początek meczu dwunastej kolejki ogłosi pierwszym gwizdkiem sędzia Tomasz Kwiatkowski.

Statystyki dotychczasowych spotkań obu ekip są bardzo wyrównane. Na osiemnaście spotkań sześć razy padł remis, sześć razy wygrywała Korona i sześć razy Wisła. W tym czasie padło czternaście bramek dla naszych ulubieńców, a osiemnaście dla zespołu gości. Ostatni pojedynek w poprzednim sezonie został rozegrany właśnie na stadionie przy Ściegiennego,
a wygrała go ekipa gospodarzy, cztery do dwóch.

Gospodarze po wyjazdowym remisie spadli na dziewiątą lokatę w tabeli z dorobkiem piętnastu punktów. Tyle samo mają zespoły z miejsc dziesiątego i jedenastego, dwa punkty mniej dwunasta Lechia Gdańsk. Dlatego właśnie Korona musi szukać u siebie tylko i wyłącznie trzech punktów, by nie spaść na dwunastą lokatę. Dodatkową motywacją dla podopiecznych trenera Lettieriego powinna być realna szansa na awans w górę tabeli, bo ósma Legia Warszawa ma tylko oczko więcej od Żółto-Czerwonych, a zaledwie dwa więcej maja zespoły z miejsc siedem, sześć i pięć, więc awans na piąte miejsce jest jak najbardziej możliwy. Zwłaszcza, że nadal solidnie prezentuje się postawa piłkarzy z Kielc, którzy wygrali do tej pory cztery spotkania, trzy zremisowali, a cztery przegrali, strzelając dwanaście goli i tyle samo tracąc.

Jednym z zespołów mających dwa punkty więcej od Korony jest właśnie jej najbliższy przeciwnik. Wisła zgromadziła jak dotąd siedemnaście punktów, wygrywając pięć meczy, dwa razy remisując, a cztery razy przegrywając. Goście mają szansę wskoczyć nawet na trzecie miejsce w razie wygranej, ale za to porażka lub remis mogą skończyć się spadkiem aż na jedenastą lokatę. Swój ostatni mecz Płocczanie wygrali jeden do zera u siebie. Obecny bilans bramkowy gości to dwanaście do trzynastu na minus.

Bardzo ciężko jest wskazać faworyta meczu w Kielcach. Obie drużyny są do siebie bardzo podobne. Oba zespoły wolą grać z kontry i potrafią zdobywać gole po stałych fragmentach gry. Na gospodarzach ciąży jednak obowiązek przejęcia inicjatywy w tym spotkaniu. Korona ma w składzie piłkarzy, którzy potrafią narzucić rywalowi swój styl gry i zdominować środek pola dzięki waleczności i niezłej technice. Korona musi wystrzegać się przede wszystkim indywidualnych błędów w obronie, bo Nafciarze potrafią doskonale wykorzystać każdą lukę w defensywie. Z kolei Żółto-Czerwoni powinni upatrywać swoich szans w szybkich atakach skrzydłami i częstym nękaniu bramkarza rywali strzałami z dystansu. Atut własnego boiska sprawia, że to Korona jest faworytem piątkowej rywalizacji. Dobra dyspozycja, wiara we własne możliwości po czterech spotkaniach bez porażki i doping kieleckiej publiczności powinny wystarczyć do wygranej na własnym terenie. Nasz typ to dwa do zera dla gospodarzy.

W zespole Jerzego Brzęczka najważniejszy jest kolektyw. Ale mimo dobrej gry zespołowej jedną z wyróżniających się postaci w zespole z Płocka jest bez wątpienia Dominik Furman. Środkowy pomocnik, który uchodził swojego czasu za jeden z największych talentów w Ekstraklasie, dziś jest już w pełni ukształtowanym zawodnikiem i choć nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje, jest graczem bardzo solidnym. Potrafi dokładnie dogrywać piłki partnerom, ale przede wszystkim ciężko pracuje dla drużyny na każdym centymetrze boiska i dyryguje poczynaniami linii pomocy. Imponujący przegląd pola, kąśliwe uderzenie z dystansu i żelazne płuca czynią z niego kluczową postać swojego zespołu i jednego z ciekawszych pomocników Lotto Ekstraklasy, którego nie wolno lekceważyć.

Korona w obecnym sezonie wiele zyskała na dyspozycji swoich środkowych pomocników. Przede wszystkim w życiowej formie jest defensywny pomocnik Jakub Żubrowski. Popularny Żuber świetnie uzupełnia się z Możdżeniem, zabezpiecza środek pola, nie pozwala rywalom na rozwinięcie skrzydeł i inicjuje ataki Korony. Kuba jest prawdziwym tytanem pracy. Nie ma dla niego straconych piłek, nie odstawia nogi i nigdy się nie cofa. Od pierwszej do ostatniej sekundy meczu gra na pełnych obrotach, wspomagając obronę i asekurując kolegów z linii pomocy. A to tylko część jego atutów. Żubrowki potrafi też zabójczo uderzać z dystansu i precyzyjnie uruchamiać partnerów. Jednak w meczu takim jak ten z Wisłą Płock jego głównym zadaniem będzie odbiór piłki i kontrola środkowej strefy. I dobrze, bo to potrafi najlepiej.

Piątkowy mecz zapowiada się na bardzo wyrównany pojedynek wagi ciężkiej. Obie drużyny będą desperacko szukać wygranej. Obie ciągle czują presję, bo mogą iść zarówno w górę tabeli, jak i spadać w dół. Nikt nie może czuć się pewnym przed pierwszym gwizdkiem. Bo statystyki mówią same za siebie: dopiero boisko wszystko zweryfikuje.

Przedmeczowo: Korona Kielce – Wisła Kraków

Porażka jeden do zera w Poznaniu wstydu nie przynosi, ale patrząc na przebieg meczu z Kolejorzem, trudno nie odnieść wrażenia, że zespół Gino Lettieriego zasłużył na co najmniej jeden punkt przywieziony z wrogiego terenu. W przekroju całego meczu Korona była równie dobra, jeśli nie lepsza niż drużyna gospodarzy. Ale niestety, jeden błąd defensywy, kilka niewykorzystanych sytuacji, w tym niestrzelony rzut karny przez Jacka Kiełba i komplet punktów został na boisku Lecha. A bardzo szkoda, bo w zasięgu Korony było nawet zwycięstwo. Brak punktów zaowocował spadkiem w tabeli, a kolejne spotkanie wcale nie zapowiada się na łatwiejsze. Bo już w najbliższą sobotę na Kolporter Arenie w jednym z meczów podwyższonego ryzyka Korona podejmie na Kolporter Arenie ekipę Białej Gwiazdy z Krakowa. Początek spotkania na murawie stadionu przy ulicy Ściegiennego dokładnie o 20:30. Transmisję meczu przeprowadzi telewizja Canal+ Sport i jak zawsze Radio Kielce. A to spotkanie poprowadzi doświadczony arbiter Paweł Raczkowski.

Przed nami kolejny rywal, z którym Koronie gra się ciężko. Na rozegranych dwadzieścia osiem spotkań kielczanie wygrali tylko siedem, dziewięć razy padał remis, a aż dwanaście pojedynków wygrała Wisła Kraków. Biała Gwiazda strzeliła w tym czasie aż czterdzieści trzy gole, podczas gdy Korona zaledwie dwadzieścia sześć. Ostatnie zwycięstwo Korony nad Wisłą Kraków miało miejsce całkiem niedawno, bo w poprzednim sezonie, kiedy to Żółto-Czerwoni po emocjonującym widowisku pokonali zespół z Krakowa trzy do dwóch.

Cztery porażki, dwa remisy i trzy wygrane to bilans Korony po dziewięciu kolejkach Lotto Ekstraklasy. Gra drużyny jest sporo lepsza niż wyniki i porażki - takie jak ostatnia z Lechem czy z Jagiellonią były wynikiem braku szczęścia. Bilans bramkowy kieleckiej ekipy wynosi dziesięć do jedenastu na minus. Efekt? Dziewiąte miejsce, strata trzech punktów do siódmej Sandecji Nowy Sącz i przewaga trzech oczek nad czternastym i trzynastym miejscem. Krótko mówiąc, mamy zgromadzone jedenaście punktów i jeśli poważnie myślimy o awansie na wyższe lokaty, potrzebujemy zwycięstwa nad Wisłą.

Biała Gwiazda pod wodzą Kiko Ramireza zaczyna przypominać zespół, który dobrze radził sobie nie tylko na krajowych boiskach, ale również na europejskich. Biała Gwiazda w porównaniu z poprzednim sezonem poczyniła ogromne postępy i śmiało włączyła się do walki o Europejskie Puchary. Zespół z Krakowa mimo bilansu bramkowego dwanaście do dwunastu zdobył już szesnaście oczek, dzięki pięciu wygranym, jednemu remisowi i trzem porażkom. Wisła zajmuje obecnie piątą lokatę, ma tyle samo punktów co czwarta Legia, trzecie Zagłębie Lubin i drugi Górnik Zabrze. Do lidera z Poznania traci zaledwie dwa punkty, ale tuż za plecami ma Jagiellonię z piętnastoma punktami i Sandecję z czternastoma. Dogonić Wisłę może też mający trzynaście oczek Śląsk Wrocław. Dlatego w najbliższej kolejce Wisła będzie za wszelką cenę szukać wygranej w Kielcach, żeby nie pozwolić czołówce, a przy dobrych wynikach wskoczyć na czołowe miejsce w Ekstraklasie.

Obie drużyny zmierzyły się ze sobą w ostatniej rundzie Pucharu Polski w środowy wieczór. Górą po dogrywce okazała się Korona Kielce, wygrywając jeden do zera i awansując do ćwierćfinału. Wszyscy w Kielcach liczą na powtórkę w ligowym spotkaniu. Zwłaszcza, ze gramy na własnym terenie. Korona jest faworytem spotkania. W obecnych rozgrywkach gra niewiele gorszy futbol niż goście, a właściwie gorszy tylko dlatego, że brakuje nam skuteczności. Gdyby kieleccy napastnicy strzelali więcej goli, to dziś mielibyśmy co najmniej sześć punktów więcej. Problemem Korony są też pechowo tracone bramki. Pojedyncze błędy są przez rywali Żółto-Czerwonych wykorzystywane bez litości. Aby wygrać z Wisłą, te dwa elementy należy poprawić. Defensywa musi uważać na niezłych technicznie wiślaków i nie dopuszczać do strzałów sprzed pola karnego. Należy też wyłączyć skrzydła gości i ograniczyć liczbę ich dośrodkowań, które stanowią bardzo groźną broń gości. A jednak mimo wszystkich atutów Wisły nasz typ to wygrana Korony dwa do jednego.

Wisła ogromnie zyskała na transferze hiszpańskiego napastnika Carlosa Lopeza. Dwudziestosiedmioletni snajper strzela w tych rozgrywkach niczym karabin maszynowy. Lewa noga, prawa noga, głową, po indywidualnej akcji, wykorzystując podania partnerów… Wygląda na to, że potrafi wszystko, co powinien potrafić klasowy napastnik. Jeśli utrzyma formę, ma szansę na tytuł króla strzelców Lotto Ekstraklasy. Jeśli chce się mieć szansę na dobry wynik w meczu z Wisłą, Carlos musi zostać otoczony szczególną opieką.

Bartosz Rymaniak w meczu takim jak z Wisłą będzie kluczowym zawodnikiem dla losów spotkania. Od jego postawy w defensywie będzie zależało, czy Korona Kielce wytrzyma napór Wisły Kraków. Gdy gra dobre zawody, spaja całą defensywę, a jego interwencje uprzykrzają życie rywalom. Jest przykładem dla swoich partnerów i ważnym ogniwem defensywy, czy gra na środku, czy na prawej flance. Od pierwszego gwizdka do ostatniej sekundy meczu gra na pełnych obrotach. W końcu opaska kapitańska zobowiązuje.

Chociaż w sobotę zapowiada się na chłodny wieczór, nikogo nie trzeba specjalnie namawiać do wybrania się na Kolporter Arenę, bo tam będzie naprawdę gorąco. Korona i Wisła zawsze tworzą ciekawe i pełne emocji widowiska. Tak będzie i tym razem. Czeka nas walka, czekają nas bramki i czeka nas kolejny bój Żółto-Czerwonych, którzy potrzebują naszego wsparcia.

Przedmeczowo: Korona Kielce – Termalica Bruk-Bet Nieciecza

Czterdzieści pięć minut naprawdę dobrej gry w meczu w Gliwicach nie wystarczyło Koronie nawet do przywiezienia do Kielc punktu. Po przerwie gospodarze zadali dwa ciosy i druga porażka z rzędu stała się faktem. A szkoda, bo Złocisto-Krwiści byli drużyną lepszą, grającą fajniejszy dla oka futbol od bezbarwnych i nieskładnych piłkarzy z Gliwic. Ale za walory artystyczne nikt punktów nie przyznaje. Liczą się bramki, a te zdobywali, mimo mniejszej ilości oddanych strzałów, zawodnicy gospodarzy, karcąc Koronę za niewykorzystane okazje. Te dwie porażki postawiły w nieprzyjemnej sytuacji zespół Gino Lettieriego i sprawiły, że zwycięstwo w najbliższym meczu stało się absolutną koniecznością. Ale nie będzie o nie łatwo. Bo do stolicy województwa świętokrzyskiego przyjeżdżają popularne Słoniki z Niecieczy. Początek pojedynku obwieści swoim gwizdkiem pan Piotr Lasyk już w sobotę, dokładnie o 15:30.

Korona z Termalicą mierzyły się do tej pory zaledwie sześć razy. Wszystkie te pojedynki miały miejsce na poziomie Ekstraklasy i były bardzo wyrównane, przez co nieszczególnie obfitowały w bramki. Z tych sześciu spotkań Korona wygrała trzy, dwa razy tryumfowała ekipa z Niecieczy, a jeden raz byliśmy świadkami podziału punktów (sezon 2015/16, mecz na terenie Termalicy, wynik 0:0). Ostatnie starcie obu zespołów wygrała natomiast Korona, również na obcym terenie, ogrywając rywala 2:0. Na dzień dzisiejszy w sześciu spotkaniach Dumy Kielc ze Słonikami padło dziewięć goli, sześć dla Korony, trzy zdobyła Termalica.

Drużyny Gino Lettieriego i Mariusza Rumaka sąsiadują ze sobą w dolnej części tabeli. Korona Kielce zajmuje miejsce trzynaste, z dorobkiem pięciu oczek i ujemnym bilansem bramkowym siedmiu strzelonych, dziewięciu straconych goli. Zwycięstwo, dwa remisy i trzy porażki, z czego dwie w szóstej i piątej kolejce Ekstraklasy zachwiały dobrymi nastrojami z początków rozgrywek, gdy kielczanie nie przegrali trzy razy z rzędu. Dobra seria skończyła się jednak, zanim na dobre się zaczęła i Korona uwikłała się w trudną walkę o utrzymanie już na starcie sezonu. A sytuacja jest naprawdę napięta, bo po pięć punktów mają wszystkie drużyny z miejsc od szesnastego, do dwunastego (w tym gronie również Termalica). Dlatego kolejna porażka niemal na pewno zepchnie Koronę w objęcia strefy spadkowej. Niemniej są też dobre widoki. Jedenasty Śląsk Wrocław ma tylko punkt przewagi nad Koroną i można go dogonić nawet remisując, natomiast dziesiąta Wisła Płock, dziewiąta Arka i ósma Pogoń mają tylko dwa punkty przewagi nad ekipą ze świętokrzyskiego, więc można je przegonić inkasując w sobotę trzy punkty, doganiając zarazem siódmą w tabeli Sandecję Nowy Sącz. Jest o co powalczyć, bo możemy awansować nawet o sześć miejsc.

Sytuacja Termalici jest niemal identyczna jak Korony. Mają tyle samo punktów, z tą różnicą, że Słoniki zajmują miejsce czternaste. Wygrali jeden raz, dwa razy remisowali, trzy razy przegrywali, strzelając cztery gole, tracąc siedem. W ostatniej kolejce ulegli u siebie jeden do trzech ekipie Lecha Poznań, ale w piątej kolejce wydarli punkt na trudnym terenie we Wrocławiu. Aby poważnie myśleć o awansie, Termalica musi wygrać w Kielcach lub w najgorszym razie zdobyć punkt i liczyć na potknięcia sąsiadów w tabeli. Słoniki zdają się wiedzieć, że wszystko jeszcze może się zdarzyć, trzeba tylko zacząć zdobywać punkty.

Przed nami mecz dwóch drużyn o podobnym potencjale, o podobnej kadrze i sytuacji finansowej. Właściwie ciężko doszukać się między nimi jakichś istotnych różnic. Korona ma atut własnego boiska i fanatycznych kibiców, gra naprawdę widowiskowo jak na realia Ekstraklasy i jeśli poprawi skuteczność, powinna wygrać ten mecz. Ale do tego trzeba zacząć wykorzystywać swoje mocne strony, to znaczy nieszablonowe egzekwowanie stałych fragmentów i kreowane przez błyskotliwych pomocników akcje bramkowe. Problemem Korony wydaje się też być koncentracja. Żółto-Czerwoni lubią stracić bramkę po zagapieniu obrońcy lub braku asekuracji, ale przede wszystkim po indywidualnych błędach, jak w meczu z Jagiellonią i ostatnio z Piastem. Jeśli trener zdoła poprawić te elementy i utrzymać styl gry drużyny, trzy punkty nie ruszą się z Kielc.

Termalica podobnie jak Korona ma problem z dobrą grą w obronie. Słoniki tracą bardzo głupie bramki, a do tego nie potrafią wykorzystywać swoich szans. Ich głównym problemem jest brak szybkich obrońców, którzy często przegrywają pojedynki biegowe i statyczny styl gry, bazujący tylko i wyłącznie na korzystaniu z pomyłek i prezentów od rywali. W Kielcach będzie im bardzo trudno bronić się przed atakami gospodarzy i ich jedyną nadzieją pozostaje jakiś stały fragment lub błąd piłkarzy Korony.

Pewne jest jedno: czeka nas walka w środku pola, walka o każde źdźbło trawy i centymetr boiska. Bo obie ekipy, to zespoły z charakterem, których piłkarze nie odpuszczają i prędzej uciekną się do faulu, niż pozwolą rywalowi pobiec na bramkę. Obie drużyny lubią też chaos na boisku, dlatego należy się spodziewać wielu kartek, niedokładności i pojedynków siłowych. Z tego galimatiasu zwycięsko powinna jednak wyjść drużyna gospodarzy. Nasz typ: dwa do zera dla Korony.

W takich meczach jak ten najistotniejsze jest zdominowanie środka pola, dlatego nikogo nie zdziwi zapewne wybór kluczowego gracza Korony Kielce na najbliższy mecz. Będzie nim środkowy pomocnik, centralna postać, serce Żółto-Czerwonych – Mateusz Możdżeń. Mateusz obniżył nieco loty w dwóch ostatnich meczach, ale nadal trudno wyobrazić sobie bez niego środkową linię Korony. To gracz pracowity, dobry w odbiorze, inteligentnie rozprowadzający piłkę. Przez niego przechodzi większość ataków Korony, od niego zależy rytm drużyny. A do tego te jego zabójcze strzały z dystansu, które muszą w końcu zacząć wpadać… Oby już w meczu z Termalicą.

Odpowiedzią Termaliki na Możdżenia będzie były Koroniarz, ulubieniec kieleckiej publiczności, defensywny pomocnik, Vlastimir Jovanovic. Jovka rozegrał dla Korony bardzo wiele ciężkich spotkań, jest bardzo doświadczonym graczem i zna mentalność naszej drużyny. Jego zadaniem będzie przerywanie ataków Korony i szybkie inicjowanie ataków Słoników. Vlastimir to prawdziwy gladiator środka pola. Będzie walczył do ostatka, by zdominować linię pomocy gospodarzy, a jeśli przydarzy się okazja, zapewne bezlitośnie huknie z dystansu, a pamiętamy, że potrafi dziurawić siatki.

W sobotę na Kolporter Arenie rozegra się wspaniałe widowisko dla sympatyków Ekstraklasy. Mecz dwóch równorzędnych rywali, mecz walki, mecz, w którym na pewno będzie się działo i nikt nie będzie miał prawa narzekać na nudę, jeśli zdecyduje się wybrać na stadion. Dziewięćdziesiąt minut dobrego, męskiego futbolu, okraszonego może kilkoma bramkami, to wszystko, czego prawdziwy kibic Korony potrzebuje na sobotnie popołudnie. A transmisję meczu jak zwykle można będzie śledzić na antenie Radia Kielce i w telewizji Canal + Sport.  Zachęcamy do wspierania Korony w tym trudnym momencie. Nasze zaciśnięte kciuki i zdarte gardła sprawią, że Żółto-Czerwoni wrócą na zwycięską ścieżkę.

Przedmeczowo: Korona Kielce – Termalica Bruk-Bet Nieciecza

Czterdzieści pięć minut naprawdę dobrej gry w meczu w Gliwicach nie wystarczyło Koronie nawet do przywiezienia do Kielc punktu. Po przerwie gospodarze zadali dwa ciosy i druga porażka z rzędu stała się faktem. A szkoda, bo Złocisto-Krwiści byli drużyną lepszą, grającą fajniejszy dla oka futbol od bezbarwnych i nieskładnych piłkarzy z Gliwic. Ale za walory artystyczne nikt punktów nie przyznaje. Liczą się bramki, a te zdobywali, mimo mniejszej ilości oddanych strzałów, zawodnicy gospodarzy, karcąc Koronę za niewykorzystane okazje. Te dwie porażki postawiły w nieprzyjemnej sytuacji zespół Gino Lettieriego i sprawiły, że zwycięstwo w najbliższym meczu stało się absolutną koniecznością. Ale nie będzie o nie łatwo. Bo do stolicy województwa świętokrzyskiego przyjeżdżają popularne Słoniki z Niecieczy. Początek pojedynku obwieści swoim gwizdkiem pan Piotr Lasyk już w sobotę, dokładnie o 15:30.

Korona z Termalicą mierzyły się do tej pory zaledwie sześć razy. Wszystkie te pojedynki miały miejsce na poziomie Ekstraklasy i były bardzo wyrównane, przez co nieszczególnie obfitowały w bramki. Z tych sześciu spotkań Korona wygrała trzy, dwa razy tryumfowała ekipa z Niecieczy, a jeden raz byliśmy świadkami podziału punktów (sezon 2015/16, mecz na terenie Termalicy, wynik 0:0). Ostatnie starcie obu zespołów wygrała natomiast Korona, również na obcym terenie, ogrywając rywala 2:0. Na dzień dzisiejszy w sześciu spotkaniach Dumy Kielc ze Słonikami padło dziewięć goli, sześć dla Korony, trzy zdobyła Termalica.

Drużyny Gino Lettieriego i Mariusza Rumaka sąsiadują ze sobą w dolnej części tabeli. Korona Kielce zajmuje miejsce trzynaste, z dorobkiem pięciu oczek i ujemnym bilansem bramkowym siedmiu strzelonych, dziewięciu straconych goli. Zwycięstwo, dwa remisy i trzy porażki, z czego dwie w szóstej i piątej kolejce Ekstraklasy zachwiały dobrymi nastrojami z początków rozgrywek, gdy kielczanie nie przegrali trzy razy z rzędu. Dobra seria skończyła się jednak, zanim na dobre się zaczęła i Korona uwikłała się w trudną walkę o utrzymanie już na starcie sezonu. A sytuacja jest naprawdę napięta, bo po pięć punktów mają wszystkie drużyny z miejsc od szesnastego, do dwunastego (w tym gronie również Termalica). Dlatego kolejna porażka niemal na pewno zepchnie Koronę w objęcia strefy spadkowej. Niemniej są też dobre widoki. Jedenasty Śląsk Wrocław ma tylko punkt przewagi nad Koroną i można go dogonić nawet remisując, natomiast dziesiąta Wisła Płock, dziewiąta Arka i ósma Pogoń mają tylko dwa punkty przewagi nad ekipą ze świętokrzyskiego, więc można je przegonić inkasując w sobotę trzy punkty, doganiając zarazem siódmą w tabeli Sandecję Nowy Sącz. Jest o co powalczyć, bo możemy awansować nawet o sześć miejsc.

Sytuacja Termalici jest niemal identyczna jak Korony. Mają tyle samo punktów, z tą różnicą, że Słoniki zajmują miejsce czternaste. Wygrali jeden raz, dwa razy remisowali, trzy razy przegrywali, strzelając cztery gole, tracąc siedem. W ostatniej kolejce ulegli u siebie jeden do trzech ekipie Lecha Poznań, ale w piątej kolejce wydarli punkt na trudnym terenie we Wrocławiu. Aby poważnie myśleć o awansie, Termalica musi wygrać w Kielcach lub w najgorszym razie zdobyć punkt i liczyć na potknięcia sąsiadów w tabeli. Słoniki zdają się wiedzieć, że wszystko jeszcze może się zdarzyć, trzeba tylko zacząć zdobywać punkty.

Przed nami mecz dwóch drużyn o podobnym potencjale, o podobnej kadrze i sytuacji finansowej. Właściwie ciężko doszukać się między nimi jakichś istotnych różnic. Korona ma atut własnego boiska i fanatycznych kibiców, gra naprawdę widowiskowo jak na realia Ekstraklasy i jeśli poprawi skuteczność, powinna wygrać ten mecz. Ale do tego trzeba zacząć wykorzystywać swoje mocne strony, to znaczy nieszablonowe egzekwowanie stałych fragmentów i kreowane przez błyskotliwych pomocników akcje bramkowe. Problemem Korony wydaje się też być koncentracja. Żółto-Czerwoni lubią stracić bramkę po zagapieniu obrońcy lub braku asekuracji, ale przede wszystkim po indywidualnych błędach, jak w meczu z Jagiellonią i ostatnio z Piastem. Jeśli trener zdoła poprawić te elementy i utrzymać styl gry drużyny, trzy punkty nie ruszą się z Kielc.

Termalica podobnie jak Korona ma problem z dobrą grą w obronie. Słoniki tracą bardzo głupie bramki, a do tego nie potrafią wykorzystywać swoich szans. Ich głównym problemem jest brak szybkich obrońców, którzy często przegrywają pojedynki biegowe i statyczny styl gry, bazujący tylko i wyłącznie na korzystaniu z pomyłek i prezentów od rywali. W Kielcach będzie im bardzo trudno bronić się przed atakami gospodarzy i ich jedyną nadzieją pozostaje jakiś stały fragment lub błąd piłkarzy Korony.

Pewne jest jedno: czeka nas walka w środku pola, walka o każde źdźbło trawy i centymetr boiska. Bo obie ekipy, to zespoły z charakterem, których piłkarze nie odpuszczają i prędzej uciekną się do faulu, niż pozwolą rywalowi pobiec na bramkę. Obie drużyny lubią też chaos na boisku, dlatego należy się spodziewać wielu kartek, niedokładności i pojedynków siłowych. Z tego galimatiasu zwycięsko powinna jednak wyjść drużyna gospodarzy. Nasz typ: dwa do zera dla Korony.

W takich meczach jak ten najistotniejsze jest zdominowanie środka pola, dlatego nikogo nie zdziwi zapewne wybór kluczowego gracza Korony Kielce na najbliższy mecz. Będzie nim środkowy pomocnik, centralna postać, serce Żółto-Czerwonych – Mateusz Możdżeń. Mateusz obniżył nieco loty w dwóch ostatnich meczach, ale nadal trudno wyobrazić sobie bez niego środkową linię Korony. To gracz pracowity, dobry w odbiorze, inteligentnie rozprowadzający piłkę. Przez niego przechodzi większość ataków Korony, od niego zależy rytm drużyny. A do tego te jego zabójcze strzały z dystansu, które muszą w końcu zacząć wpadać… Oby już w meczu z Termalicą.

Odpowiedzią Termaliki na Możdżenia będzie były Koroniarz, ulubieniec kieleckiej publiczności, defensywny pomocnik, Vlastimir Jovanovic. Jovka rozegrał dla Korony bardzo wiele ciężkich spotkań, jest bardzo doświadczonym graczem i zna mentalność naszej drużyny. Jego zadaniem będzie przerywanie ataków Korony i szybkie inicjowanie ataków Słoników. Vlastimir to prawdziwy gladiator środka pola. Będzie walczył do ostatka, by zdominować linię pomocy gospodarzy, a jeśli przydarzy się okazja, zapewne bezlitośnie huknie z dystansu, a pamiętamy, że potrafi dziurawić siatki.

W sobotę na Kolporter Arenie rozegra się wspaniałe widowisko dla sympatyków Ekstraklasy. Mecz dwóch równorzędnych rywali, mecz walki, mecz, w którym na pewno będzie się działo i nikt nie będzie miał prawa narzekać na nudę, jeśli zdecyduje się wybrać na stadion. Dziewięćdziesiąt minut dobrego, męskiego futbolu, okraszonego może kilkoma bramkami, to wszystko, czego prawdziwy kibic Korony potrzebuje na sobotnie popołudnie. A transmisję meczu jak zwykle można będzie śledzić na antenie Radia Kielce i w telewizji Canal + Sport.  Zachęcamy do wspierania Korony w tym trudnym momencie. Nasze zaciśnięte kciuki i zdarte gardła sprawią, że Żółto-Czerwoni wrócą na zwycięską ścieżkę.

Subskrybuj to źródło RSS

Zawodnicy

Log in or create an account